czwartek, 1 września 2016

Niezbędnik studenta

Brak komentarzy
Ostatni dzień sierpnia już za nami. Łezka nieco zakręciła mi się w oku na myśl o tym wspaniałym słonku, które teraz z dnia na dzień będzie przygrzewało z nieco mniejszą mocą. Szykuję się już na pierwsze rozmowy o pracę, a uczniowie i studenci rozpoczynają naukę. Co prawda niektórzy studenci pojawią się na uniwersytetach dopiero w październiku, to inni walczą już w kampanii wrześniowej. Dlatego właśnie przychodzę do Was wszystkich kochani z niezbędnikiem studenta! 


nieZBĘDNIK STUDENTA

CO KUPIĆ?

 

Każdy szanujący się student posiada chociaż dwa zeszyty - pięć przedmiotów w jednym. Okładki zachęcają swymi kolorami, a ceny oszałamiają. Jeśli naprawdę potrzebujesz poszpanować kup sobie taki, najlepiej najdroższy dostępny na rynku, a ja Ci gwarantuję, że nie zużyjesz nawet 5 kartek i w przyszłym roku staniesz we wrześniu przed półką sklepową przed podobnym problemem. Na wykładach przecież i tak nie będziesz słuchał, a ćwiczenia? Cóż albo dostaniesz od groma kserówek od wykładowcy, albo popracujesz na komputerze lub też ugadasz się z wykładowcą i otrzymasz od niego prezentacje w tak przez nim ukochanym Power Pointcie. Po co więc wydawać te 20 złotych na przepiękny zeszyt, skoro wystarczy Ci ten najzwyklejszy, 26-to kartkowy z Kubusiem Puchatkiem na okładce. Nie wydawaj kasy na coś, co będzie Ci zajmowało miejsce w torbie (na dodatek nadrabiając ciężarem), a potem zakurzy się na półce w domu. Nie jest Ci to do szczęścia potrzebne.

Post-notes to kolejna rzecz, którą szanujący się student powinien mieć przy sobie (a przynajmniej na biurku będą się kurzyć). W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się coś oznaczyć w kalendarzu lub zapisać i schować do piórnika (którego swoją drogą posiadać nie będziesz), a może nawet na ściągę się przydadzą... choć szczerze w to wątpię, ich kolory są zbyt rażące. No, ale jak to tak bez nich? Przecież są potrzebne! Musisz je mieć, bo inaczej korona Ci z głowy spadnie. Pędzisz więc do takiego Auchana, w którym to wybór będzie najlepszy (bo i ceny w miarę przestępne), wybierasz jeden pliczek... ale po chwili wracasz po drugi i trzeci, bo przecież jeden to po miesiącu Ci się skończy! Na pewno! Wciąż posiadam swoje post-notes, które zakupiłam przed magisterką. Minęły dwa lata, a ja nadal ich nie wykorzystałam. Chyba coś jest ze mną nie tak, co nie? Otóż niekoniecznie. Nie każdy widzi sens w takich karteczkach. Owszem przydają mi się, ale do pracy. Na studiach? Jedynie dobrze wyglądały w torebce. Mogłam pochwalić się, że je mam. To wszystko. Po co więc one? Wydałam pieniądze (tyle że w Lidlu, a nie Auchanie), a pożytek z tego marny. Trzeba było zachować te 4 złote na piwo!

INAUGURACJA



Pierwszy października to bardzo ważna data dla studentów. To pierwszy dzień, w którym to poznajemy swych nowych przyjaciół, słuchamy wykładowców oraz jakże interesującego wykładu wstępnego, który to ma za zadanie wzbudzić w nas chęć do nauki. Wciskamy się więc w eleganckie kiecki czy garniaki i pędzimy z wypiekami na twarzy łamiąc przy okazji swe obcasy. Nie chcemy się przecież spóźnić, bo pierwsze wrażenie jest najważniejsze... a potem następuje wielkie rozczarowanie. Najczęściej siedzimy na jednej wielkiej sali słuchając nudnego wykładu i powstrzymując się od ziewania. Zamiast nerwowego rozglądania wokoło i szukania przyjaznych twarzy jest stukanie w telefonie, by poinformować swoich kumpli o mękach Tantala, które teraz przeżywamy. Jeszcze tylko przejrzymy 10 razy facebooka i zaobserwujemy nowe profile na instagramie, by w końcu odetchnąć z ulgą. Skończyło się. Nareszcie. Można wrócić do domu! Jeszcze jeden dzień laby... i nawet oferta wyjścia na piwo z nowo poznanymi uczestnikami tej godziny szatana nie kusi tak bardzo jak przytulne łóżko.

Odpuść sobie inaugurację. Nie warto. Sama byłam na jednej, tej pierwszej. Każdą kolejną sobie odpuściłam, a studiowałam 9 lat (z przerwą i zmianą studiów) i jakoś korona z głowy mi nie spadła. Mało tego, wiedziałam więcej niż Ci nieszczęśnicy, którzy na inaugurację poszli... a pierwsze wrażenie? Tak naprawdę zrobisz je drugiego i trzeciego października, kiedy to zaczną się zajęcia. To jest ten najważniejszy czas. Nikt przecież nie będzie Cię osądzał za Twój udział w inauguracji roku lub jego brak. Odpuść sobie, bo nie warto.


NOTATKI

 

Każdy szanujący się student posiada swoje własne notatki. Skrzętnie notuje na każdych zajęciach, podkreśla, skreśla i wykreśla, by pod koniec semestru móc cieszyć się porządnymi zapiskami, z których bardzo łatwo będzie mu się uczyło do egzaminów. Z dumą prezentuje je innym, nie chcąc nawet myśleć o używaniu cudzych notatek. Bo i po co? W końcu był na zajęciach i zanotował. Nikt nie będzie miał lepszych!

Każdy pilny student posiada notatki... tak, jedynie w wyidealizowanym świecie. Zazwyczaj zapiski (bo notatkami tego nazwać się nie da) ograniczają się do haseł oraz skrótów, których i tak pod koniec semestru nie będziemy potrafili rozszyfrować. A wszystko to okraszone pięknymi rysunkami zdobiącymi kartkę. Wszystko pięknie, ale co zrobić, kiedy sesja nadchodzi nieubłaganie? To wówczas w ruch idzie ciocia Wikipedia i facebookowa grupa wsparcia studentów w podobnej sytuacji. No bo jakoś trzeba przejść przez sesję, co nie? 

Dlatego najlepiej przemęczyć się przez pierwszy semestr lub dwa i porobić te nieszczęsne notatki. To wówczas zdobędziesz uznanie osób trzecich. Podzielisz się z nimi raz, drugi... a potem zyskasz grupę, która chętnie podzieli się z Tobą swoimi zapiskami. I tak oto powoli będziesz mógł skupić się na tym co jest naprawdę ważne - przeglądaniu facebooka i graniu w głupie gierki na swoim smartfonie, podczas nudnych wykładów. Będziesz ustawiony do końca studiów ze swoim kręgiem przyjaciół chętnym by pomóc Ci w każdym momencie. Notatki? Żaden problem, wystarczy poprosić Jolkę!


POWER POINT


Nie raz i nie dwa będziesz miał do czynienia z power pointem podczas Twej wyższej edukacji. Jeszcze pół biedy jeśli to dzieło będziesz musiał oglądać. Zaufaj mi. Najgorsze co może Cię spotkać podczas studiów to prezentacje multimedialne. Wydaje się proste, co nie? No bo każdy głupi stworzyć prezentację może. Owszem, może... ale niekoniecznie dobrą i niekoniecznie pasującą do wymogów danego wykładowcy. A co jeśli tych prezentacji będziesz musiał stworzyć dziesięć? I to jeszcze w podobnym odstępie czasu? Oj biada Ci, biada...

Kopiuj wklej z cioci Wikipedii? To już jakiś sposób, ale gwarantuję Ci że niezbyt idealny. Jeśli jednak nie zależy Ci na ocenie i przejrzysz wcześniej wklejone kawałki możesz nawet otrzymać tę czwórkę. Jedynie wtedy, kiedy opowiesz o swoim temacie interesująco i spójnie. Nie licz na piątkę, bo taką spotkać można baaardzo rzadko. Trzeba by naprawdę zrobić coś ekstra, co powaliłoby Twego wykładowcę na kolana... a to zdarza się raz na ruski rok... albo i jeszcze rzadziej. 

~.~

Jak więc przetrwać studia? Moja rada to po prostu przymrużyć oko. Rób tyle byle zrobić, ale się nie narobić. Ambicja jest fajna, ale przekładaj ją na realne zamiary. Nie warto tracić nerwy na nudne wykłady czy dramaty spowodowane jakimś wykładowcą. Studia przeminą, wiedza (jeśli jakąś z nich wyniesiesz rzecz jasna) pozostanie, ale praktyki nie będzie. Studia to papierek, który potem pozwoli dostać Ci pracę (niekoniecznie wymarzoną), więc uśmiechnij się i wrzuć na luz!

Jaki byłby Wasz niezbędnik studenta, kochani? Co zazwyczaj robicie, by potem okazało się to niezbyt trafnym działaniem? Co jest waszym MUST-HAVE? 

Źródło: 1, 2, 3, 4

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz