wtorek, 6 września 2016

Czytam - Michael Grant "Gone series: Hunger"

Brak komentarzy
Exeter to miasto, w którym nabyłam pierwszy tom autorstwa Michaela Granta - "Gone". Kupiłam go całkiem spontanicznie, na dziale wyprzedaży literatury dla młodych dorosłych, a wszystko przez to, że jedna z moich ówczesnych podopiecznych mi ją poleciła. Trochę tak by zrobić jej przyjemność. Wzięłam książkę w łapki i nawet nie przeczytałam ostatniej strony by zorientować się co w niej będzie. Nic z tych rzeczy. Wzięłam ją i poszłam do kasy. Nie czytałam jej w Anglii, bo nie pozwolił mi na to czas. Skupiłam się wówczas na cieńszych książkach, które połknęłam niemalże na raz Wróciłam do domu i otworzyłam to dość grube tomiszcze...

...Zakochałam się...


Może nie jakąś wielką miłością, ale jednak. W stylu pisania autora, ale i historii, która sama w sobie wydała mi się całkiem świeża. Otóż pewnego, słonecznego dnia, dorośli oraz młodzież powyżej 15-tego roku życia wyparowują z miasteczka, pozostawiając resztę dzieci na pastwę losu. Te w pierwszej chwili wpadają w panikę, by potem rozpocząć swe życie bez rodziców. Demolują sklepy, jedzą słodycze - ile tylko się da. Siedzą do późna i grają w gry komputerowe i tylko czasami zapłaczą za rodzicami i zatęsknią za swoim starszym rodzeństwem.

"Gone Series", pod polskim tytułem "Zniknęli", to opowieść o tworzeniu społeczeństwa od zera. To opowieść o zmaganiu się z życiem, które bez zasad staje się niezwykle trudne. To wreszcie opowieść o młodych ludziach, którzy zostają postawieni w bardzo niewygodnej sytuacji i są zmuszeni szybciej dorosnąć. To też opowieść o konfliktach międzyludzkich, o zawiści i zazdrości, o walce o władzę. O tym wszystkim, czego dzieciaki próbują uniknąć. Ileż to razy twierdziłam, że polityka jest całkowicie bez sensu? Wciąż gdzieś podświadomie o tym myślę, a jednak Michael Grant przekonał mnie (tak troszeczkę), że bez niej wcale nie byłoby tak pięknie i kolorowo.

Tylko jest pewien mały mankament tej serii... niektóre dzieciaki zaczynają rozwijać w sobie magiczne zdolności. To tak jakby autor nie potrafił wymyślić czegoś pikantnego i postanowił zmieszać całkiem niezły koncept z czymś co się dzisiaj sprzedaje. Ja sama nie mam nic przeciwko magicznym mocą, mutantom i innym fantastycznym stworom... ale wciąż jakoś mam wrażenie, że akurat tutaj nie było takiej potrzeby.

Drugą i trzecią część tej serii zakupiłam w tym roku, będąc w Anglii oczywiście, bo postanowiłam, że będzie to moja pierwsza dłuższa seria przeczytana w języku autora. Zaznaczę tu tylko nie skromnie, iż nie jest to moja pierwsza książka przeczytana po angielsku. Co to, to nie.


"Hunger" to książka skupiająca się wokół wszechobecnego głodu. Większość produktów już się przeterminowała, a to co dało się jeść zostało zjedzone. Nie ma już czekoladowych batonów, chipsów i mrożonej pizzy, a o miętówki dzieciaki zaczynają się bić. Sam Temple, który jest tu jednym z głównych bohaterów i został obwołany bohaterem po wydarzeniach pierwszej książki, wraz z przyjaciółmi stara się temu zaradzić. Nawołuje dzieciaki do pomocy przy zrywaniu sałaty i innych warzyw, które wciąż rosną na polach. Niestety nie otrzymuje większego odzewu... dzieci są jedynie dziećmi i nawet w kryzysowej sytuacji do pracy garną się niechętnie.

Druga część serii "Gone" trzyma poziom, lecz pod koniec zbyt mocno skupia się na magicznych zdolnościach bohaterów. Co mi się podoba w tej serii? Każdy bohater dostaje kopniaki od losu, nie ma ideałów. Dzieciaki popełniają błędy, upadają, a potem z trudem podnoszą się z ziemi.


Czy poleciłabym tę serię?


Tak, choć nie wszystkim. Osoby o słabych nerwach nie powinny jej ruszać, bo niektóre sceny w książkach są dość drastyczne. Michael Grant nie owija w bawełnę i pokazuje do czego człowiek głodny jest zdolny. Jednak myślę, że warto choć zapoznać się z konceptem tej powieści i docenić to co się ma. Nie jest to wybitna pozycja, ale całkiem niezła (choć może mi do szczęścia niewiele jest potrzeba). 


Czytaliście Granta? Spotkaliście się już z tym autorem? Jakie są Wasze odczucia?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz