wtorek, 7 lutego 2017

6 filmów na leniwe popołudnie

Brak komentarzy
Nigdy nie powiedziałabym, że filmy są mą pasją. Co to, to nie, a mimo to kiedyś oglądałam ich całkiem sporo. Nie było weekendu bez dobrego (lub nie do końca dobrego) filmu. Uwielbiałam to, zwłaszcza gdy siadaliśmy do nich całą rodziną i świetnie się przy tym bawiliśmy. Potem trochę mi ta miłość obrzydła i przestałam je oglądać. Końcówka 2016 to już w ogóle masakra. Jedynie "Łotr 1" oraz "Iluzja 2". Nic więcej, a dziś?

Początek 2017 roku był świetny, jeśli miałabym wziąć pod uwagę filmy, które obejrzałam. Parę razy odwiedziłam kino, resztę zobaczyłam w domu, najczęściej z siostrą. Czasem korzystając z wolnego dużego pokoju, na dużym ekranie. 

Dlatego postanowiłam ułożyć te filmy, które zobaczyłam w tym roku w osobliwą listę. Są to najczęściej produkcje znane i niekoniecznie nowe, a jednak przeze mnie obejrzane dopiero niedawno. Pozycje należące do różnych gatunków. Będzie też parę animacji, bo czasem warto poświęcić na nie czas.


6 filmów na leniwe popołudnie


OSOBLIWY DOM PANI PEREGRINE



Klimatyczny z elementami fantasy, którego wzorem jest książka o tym samym tytule. Podobno dużo lepsza, ale nie mnie tu oceniać. Książki jeszcze nie dane mi było przeczytać. Film, za to, spodobał mi się (mimo, że oglądałam go z dubbingiem). I właśnie ten dubbing mnie nieco zaskoczył, ponieważ początek filmu zakrywa o horror... potem jednak dostajemy opowieść o walce dobra ze złem, o odwadze i miłości, która przekracza czas. Film nie należy do tych wymagających, ale warto o niego zahaczyć. Myślę, że mógłby się spodobać niemalże każdemu.

PLANETA SINGLI



Nie oglądam Polskich produkcji z zasady. Kiedyś się na nich zawiodłam i teraz podchodzę do nich sceptycznie. Na ten film namówiła mnie jednak moja siostra - Ola - i nie żałuję. Pośmiałyśmy się razem oglądając historię singielki, która umawiała się na randki i miała nadzwyczajnego pecha jeśli chodzi o wybór kandydatów. Jak to bywa w komediach romantycznych, z góry wiadomo z kim główna bohaterka skończy, ale i to nie przeszkodziło w dobrej zabawie przy puszce piwa. 

MÓJ SĄSIAD TOTORO



Kultowa, Japońska animacja i to na dodatek od jednego z mych ulubionych twórców - Hayato Miyazakiego. Nie jest to najnowszy film tego autora, bo został wydany w 1988 roku, ale (wstyd się przyznać) oglądałam go po raz pierwszy kilka dni temu. Jeśli szukacie akcji, to nie jest produkcja dla Was. Oj zdecydowanie nie jest. To po prostu opowieść o pewnej rodzinie, która przeprowadza się do nowego domu. Dom wydaje się być nawiedzony przez duszki (folklor Japoński). Jednak ta rodzina się nie zniechęca. Niedługo potem dwie dziewczynki poznają tytułowego Totoro, a ich codzienność zostaje urozmaicona. Film przyjemny i bardzo spokojny. Uczy szacunku do drugiego człowieka oraz pokazuje, że pomoc można uzyskać w każdej sytuacji. Stara animacja, kreska Miyazakiego oraz zabawa niewyobrażalna. Super!

WIEK ADALINE



Ten film chciałam zobaczyć już dawno. Skusiła mnie fabuła i choć poczytałam recenzje (nie zawsze zachęcające) to i tak wolałam przekonać się na własnej skórze. Faktycznie film jest przeciętny. Na tacy dostajemy historię dziewczyny, która jest długowieczna. Niemalże nieśmiertelna. Na dodatek nie starzeje się, co jest wyjaśnione w sposób, który niezbyt przekonuje. Wraz z nią wspominamy i przeżywamy jej życie raz jeszcze. Dostajemy wycinki z jej długowieczności, ale tych wycinków jest zdecydowanie za mało. Spodziewałam się zobaczyć jak sobie radziła od samego początku do końca, ale nie było mi to dane. Mimo wszystko film zmusza do zastanawiania się nad tym, co ja zrobiłabym na jej miejscu. Jakiego wyboru bym dokonała i czy byłby on dobry. Lekko i przyjemnie. Na leniwy wieczór jak znalazł.

PETERSON




Komedia z nieco wyższej półki. Historia kierowcy autobusu z zacięciem poetyckim. Tym razem poznajemy tydzień z życia Petersona, jego żony oraz wrednego psa. Mężczyzna codziennie chodzi do pracy, w przerwie pisze wiersze, wraca do domu, je obiad ze swoją żoną (wysłuchując jej kolejnych, szalonych pomysłów), wyprowadza psa i kończy wieczór w pubie na piwie z kumplami. Uśmiech nie schodzi z twarzy, zwłaszcza gdy widzimy jego wrednego pupila, a wiersze... cóż ja się na poezji nie znam, ale do najgorszych nie należały. 

KIMI NO NA WA (YOUR NAME)



Kolejny film animowany z Japonii. Tym razem traktujący o jakże znanym motywie zamiany ciał, w nieco innej odsłonie. Dla mnie dość innowacyjnej odsłonie. Na dodatek otrzymujemy przesunięcie czasu i miłość, która potrafi przetrwać wszystko. Zakończenie może jednak rozczarować, mi jednak odpowiadało. Pozostawiło po sobie pewną gorycz, ale przecież takie jest życie. Przynosi radość i rozgoryczenie. Szkoda, że Japońska animacja nie pojawia się w Polskich kinach (a jeśli już to bardzo rzadko). 


Mogłabym tu ich wymieniać więcej, ale to właśnie ta 6 umilała mi popołudnia przez ostatni miesiąc. Jakie są Wasze typy? Widzieliście część z nich? Jaki film umilał Wam ostatnio czas? Który zapamiętacie na dłużej?

Trzymajcie się cieplutko!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz