sobota, 15 lipca 2017

"Trzynaście powodów" - wielki potencjał, ale...

Brak komentarzy


„Trzynaście powodów”, jakże niepozorny tytuł, który jednocześnie już od samego początku wprowadza nutkę niepokoju. Trzynaście dla wielu kojarzy się przecież z nieszczęściem, na dodatek jeszcze te powody. Sami przyznajcie, głowa podpowiada nam najróżniejsze pomysły na to czego mogą one dotyczyć.

Natknęłam się na „13 powodów” jednego popołudnia, kiedy to jak zwykle zabijałam czas oglądając jakże „inspirujące” filmy na youtube. Oj tak, to ostatnio moja ulubiona rozrywka po długim i męczącym dniu. „13 powodów” wyskoczyło nagle, jako irytująca reklama między jednym, a drugim filmikiem i niemal od razu rozwiało wszelkie wątpliwości.

Netflix proponuje nam opowieść o Hannah, 17-nastoletniej dziewczynie z problemami, która zabija się tuż przed rozpoczęciem pierwszego odcinka. Pozostawia po sobie jedynie kasety zadedykowane do osób, które rzekomo doprowadziły do tego zdarzenia. Tym sposobem, nęka 17-latków jeszcze po śmierci. Niczym duch, doprowadzając ich niemalże do szaleństwa i ukazując ich najgorsze cechy. Cechy, które niemal każdy z nas posiada i choć raz udało nam się z nich skorzystać.

Przyznam szczerze, że podeszłam do tej serii sceptycznie i wcale nie dlatego, że jest to seria popularna. O nie. Zrobiłam to z jakże przyziemnej przyczyny – nudy. Aby ją zabić w nieco inny sposób. Pochłonęłam go w 3 dni i szczerze mówiąc dalej mam nieco mieszane uczucia.


Dlaczego? Cóż może nie będzie to 13 powodów, ale trochę jednak tak:

HANNAH


Główna bohaterka po prostu mnie denerwuje. Owszem, jest mi jej żal, bo przeszła przez piekło. Nękana w szkole, nie zawsze w otwarty sposób. Nie potrafiła znaleźć wsparcia w rodzicach czy nauczycielach. Nie wiedziała na kogo może liczyć i wydawało jej się, że nie ma nikogo. Żadnej bratniej duszy. Tak bardzo chciała zdobyć przyjaciół, że posuwała się o krok za daleko, a jej desperacja niemal zawsze prowadziła do przykrego końca… ale do diabła ciężkiego, czy plotki i śmiechy to naprawdę powód do popełnienia samobójstwa?! Poza tym pozostawia po sobie kasety i zaprasza swych rzekomych prześladowców do pośmiertnej gry. Cudnie, tylko po jaką cholerę to wszystko?

Sama dobrze wiem jak to jest zostać ofiarą plotek. Przez to, że byłam zawsze nieco większa i miałam dobre stopnie, byłam na celowniku. Nie było lekko i również nie potrafiłam nikomu o tym powiedzieć, ale przetrwałam to. I nie, nie byłam tą odważną… raczej nieśmiałą, szarą myszką. Wiem, że nie powinnam tu Hannah porównywać do siebie – bo inne realia, świat i kultura – ale ja po prostu nie potrafię zrozumieć jej postępowania.



CLAY


To główny bohater historii, który razem z nami odsłuchuje taśmy. Robi to niezwykle powoli i każdą z nich przeżywa dogłębnie. Clay jest postacią irytującą, ale jakże prawdziwą. Aktor zrobił doskonałą robotę, by go przedstawić. To chłopak jak wielu innych, nie wyróżniający się niczym specjalnym z tłumu. Nie jest popularny, uczy się dobrze, ale przyjaciół zbyt wielu nie ma. Woli nie mieszać się w konflikty i każdy omija szerokim łukiem, przy czym jest strasznie nieśmiały i nie potrafi zrobić kroku w stronę swojej ukochanej.

Wstyd się przyznać, ale ja również byłam po części takim Clayem w szkole. Co prawda, kiedy tam byłam o wielkim gnębieniu nie było mowy, ale jednak. Lepiej było nie mieszać się i nie interesować, by przeżyć. Dzięki temu przeżyłam, bez specjalnych tragedii na koncie.



PRZYJAŹŃ


Ten serial uświadomił mi, że w Ameryce pojęcie przyjaźni nie istnieje. Przynajmniej wśród młodzieży szkolnej. Tam każdy pod sobą dołki kopał i zakrywał swoje brudy bujdami. Lepiej było zgnoić swojego własnego przyjaciela, niż przyznać do winy. Lepiej na niego zrzucić winę, niż stracić twarz. Serio, z każdą minutą kolejnego odcinka stukałam się w głowę, zastanawiając jednocześnie, jak to w ogóle możliwe! Zadałam sobie również pytanie, co z Polską? Czy my możemy mówić o przyjaźni? Nie wiem. Nie mam bowiem odniesienia do dzisiejszej młodzieży. Być może, być może nie jesteśmy jeszcze aż tak smutnym krajem.



NAUCZYCIELE


Znów mamy ukazaną kadrę nauczycielską w złym świetle. Jak to się dzieje? Czemu zawsze tak jest? Broniącą swoje własne tyłki i nie dociekającą prawdy. Uwierzą we wszystko co się im powie i ukrywają prawdę, by tylko wyjść z tego wszystkiego z twarzą. Domena dorosłych, powiecie… i wiecie co? Ziarnko prawdy w tym będzie. Dorośli po prostu boją się odpowiedzialności. Chcieliby pozostać nieskazitelni, a rzadko kiedy to wychodzi.

Mimo to zdenerwowałam się, ale nie na serial tylko na ukazanych nauczycieli. Może dlatego, że sama jedną jestem i w życiu nie zamiotłabym sprawy pod dywan, a przynajmniej chcę w to wierzyć. Chcę wierzyć, że byłabym inna.

 



RODZINA


„Trzynaście powodów” ukazuje również relacje rodzinne. Mamy więc surowego ojca, matkę pijaczkę, przykładnych rodziców oraz tych nadopiekuńczych. Cała gama, co nie? Żadna z nich nie jest idealna, choć wiele pokazuje jak bardzo kocha swoje dzieci. To dzieci stają się największą dumą rodziców i to oni cierpią najbardziej, kiedy dziecko popełni błąd. Zamartwiają się i odchodzą od zmysłów. Przynajmniej ci, którzy naprawdę kochają. Może serial ten przesadza, ale myślę że akurat relacje między rodzicami a dziećmi pokazuje dobrze. W końcu żaden nastolatek nie mówi wszystkiego, większość z nich się buntuje. To całkowicie normalne, ale i zamartwianie się rodziców jest naturalne (choć czasem nie potrafią tego dobrze przekazać).



PROBLEMY NASTOLATKÓW


Wiele seriali porusza sprawy, które często mrożą krew w żyłach i ten nie jest tu wyjątkiem. Na każdym kroku dowiemy się czegoś nowego. Z każdym odcinkiem Hannah odkryje przed nami kolejny szczegół, który wraz z innymi doprowadzi do tragedii. I tak mamy wszechstronną samotność, tragiczne żarty, niemoc, alkohol i narkotyki, homoseksualizm, gwałt i wiele innych. Każdemu problemowi przypada jeden odcinek. Zostaje on poruszony, ale nie ma tu proponowanego rozwiązania. Dziewczyna zawsze jest sama. Sama ze swoimi myślami i problemami. Nie ma nikogo, do kogo mogłaby się zwrócić o pomoc. Patrząc na całokształt mam nawet wrażenie, że i rodzina nie pozostaje tu bez winy. Rodzice zajęci są bowiem swoimi problemami i nie widzą (lub nie chcą zobaczyć), że dzieje się coś niedobrego.

Mimo tak poważnych tematów, przez cały serial miałam wrażenie, że czegoś tu brakuje. Czytałam opinie innych, którzy twierdzili że to mocny serial, że łzy kręcą im się w oczach podczas każdego odcinka, ale ja… jakoś tego nie poczułam. To wszystko wydało mi się zbyt płytkie. Prawda, problemy trudne, ale przedstawione w taki sposób, że nawet i tragedia do której doprowadziły jakoś mnie nie poruszyła.

Może jestem po prostu bez serca? Nie wiem, możliwe.

~.~

Jest i dobra strona medalu. Serial rzeczywiście daje do myślenia. Każe zastanowić się nad swoim postępowaniem. Uczula na to, by zwracać uwagę na krzywdzone osoby. Może warto czasem do takiej osoby zagadać, posłużyć radą i pomocą. W miarę naszych możliwości oczywiście. Warto jest czasem się zatrzymać i pomyśleć. Przestać pędzić i zwrócić uwagę na nasze otoczenie. A może to właśnie nam uda się uratować komuś życie?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz