poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Magia wzruszeń #1

2 komentarze
Mój pierwszy post na tej stronie najprawdopodobniej powinien wprowadzać w tematykę bloga oraz opowiadać trochę o jego celu. Nie będę jednak wchodziła w te szczegóły, ponieważ dzisiaj mam niezwykłą przyjemność przedstawić Wam wszystkim kilka pozycji, które zaskakująco poruszyły moje niezbyt miękkie serce. Jestem bowiem znana z tego, iż raczej na filmach nie płaczę, a przynajmniej nie takich pokroju "Tytanica". 

~ Magia wzruszeń ~


Na pierwszy rzut ogień pójdą dwie japońskie pozycje, które nawet osobom z Japonią nie związanym gorąco chciałabym polecić. Te filmy nie są długie, więc język nie powinien tu stanowić przeszkody. Natomiast fabuła to coś co w nich kocham. Nie jestem również fanką filmów, których motywem przewodnim jest miłość, lecz tym razem zrobiłam wyjątek...

Tada, kimi wo aishiteiru - Heavenly Forest


She used to lie very often… I want to be fooled by her lies for just a while longer.

To przepiękna historia dwojga docierających się młodych ludzi. Główny bohater, Makoto (Tamaki Hiroshi) jest wycofanym człowiekiem, który nie przepada za tłumem. Bardzo trudno mu się przełamać, by z kimkolwiek porozmawiać. Jego hobby to zatrzymywanie magicznych chwil na zdjęciach. Jest w tym całkiem niezły. Podczas swojego pierwszego dnia na studiach poznaje Shizuru (Miyazaki Aoi), która zachowuje się jeszcze jak dziecko, mimo swojego wieku. Nawiązuje się między nimi swoista nić przyjaźni, która później pokrętnymi ścieżkami poprowadzi do miłości. 
Film niezwykle wzruszający, choć na początku na taki nie wygląda. Uśmiałam się przy nim, jak i wylałam trochę łez. Stanowczo polecam wszystkim tym, którzy nie oczekują od każdej produkcji wartkiej akcji oraz wszędobylskich efektów specjalnych wraz z wybuchami, ale sądzę że i dla takich osób będzie to wspaniała odskocznia od codzienności. 

Kimi ni shika kikoenai - Only you can hear me


Ta pozycja jest luźno związana z fantastyką. Ryou (Narumi Riko) jest cichą, nieco wycofaną uczennicą liceum, która mieszka w Tokio. Nie potrafi poprawnie funkcjonować w społeczeństwie. W dobie telefonów komórkowych, ta swojego nie posiada. Jak sama twierdzi nawet, gdyby go miała, nikt by do niej nie dzwonił. Jednakże pewnego wieczora, wracając ze szkoły do domu znajduje zabawkowy telefon i od tej pory jej życie zostaje wywrócone o 360 stopni. Po drugiej stronie medalu mamy Shinye (Koide Keisuke), który daje drugie życie przedmiotom wyrzuconym na śmietnik. Potrafi naprawić niemalże wszystko zza wyjątkiem siebie samego. Jest on bowiem głuchoniemy. Stracił słuch, kiedy był jeszcze dzieckiem. To właśnie od niego Ryou odbiera 'mentalny telefon'. Dzięki niemu poznaje samą siebie i stawia pierwsze kroki w kierunku swojego nowego życia. Staje się silniejsza dzięki rozmowom z Shinyą. 
Od samego początku trzymałam za tę dwójkę kciuki i byłam wściekła kiedy film dobiegł końca, mimo iż w duchu wiedziałam, że ich historia nie może zakończyć się tak jakbym sobie tego życzyła. Film ten zmusił mnie do ponownego spojrzenia na swoje życie i zrozumienia pewnego podstawowego faktu - nie jesteś sam.  Wystarczy dobrze się rozejrzeć, by znaleźć osoby, którym na Tobie zależy. 
Ten film pozwolił mi umocnić się, w postanowieniu zmiany swojego życia. Dał większą motywację do pracy nad samym sobą i będzie jeszcze długo gościł w moim sercu.

Mój przyjaciel Hachiko



Trzecia i zarazem ostatnia dzisiaj pozycja. Film, który być może nie wszystkich zachwyci, a i ja nie widziałam go całego. Skorzystałam jednak z okazji, że moja mama uwielbia oglądać rodzinne filmy i dzisiaj w ten poniedziałek wielkanocny leciał on na jednym z kanałów telewizyjnych. Nie miałam okazji uczestniczyć w całym seansie, jedynie dwudziestu minutach podczas trwania wspólnego obiadu. Te kilka minut wystarczyło, by w moich oczach pojawiły się łzy. Jest to opowieść o wzruszającej i poniekąd wzruszającej przyjaźni między człowiekiem a zwierzęciem. Hachiko nawet po śmierci swego pana czekał na niego przy stacji licząc na to, że ten jednak do niego wróci.
Niewiele osób wie, że historia opowiedziana w filmie została zainspirowana prawdziwą historią psa Hachiko, która zdarzyła się w Japonii (po tym jednym poście uznacie pewnie, że jestem miłośniczką tego kraju i... będziecie mieli rację). Hachiko był psem rasy akita i codziennie odprowadzał swojego pana na stację Shibuya, a wieczorami czekał na jego powrót. Pewnego dnia jednak jego ukochany pan nie wrócił, gdyż zmarł nagle. Piesek jednakże nie poprzestał w nadziei przychodzić na stację Shibuya, dzień w dzień, wiernie na niego czekając. Robił tak aż do swojej śmierci - dziesięć lat. Później ta historia stała się legendą wśród mieszkańców Tokio, a na cześć wiernego pieska powstał w Shibuyi pomnik, który dzisiaj jest traktowany jako punkt spotkań młodzieży. 
Historia niezwykła, jak i zastanawiająca. Przywiązanie zwierząt do człowieka nie zna granic, a największą szkodą jaką może dobry człowiek wyrządzić zwierzakowi - jest jego śmierć. Pozostawienie swojego pupila samego, sprawia że świat mu się wali. Tak samo jest z nami wszystkimi. Nasz świat wali się wraz z wyraźnie odczuwaną strata kogoś nam bliskiego. Dbajmy o naszych bliskich, bo nie wiemy kiedy mogą nas zostawić.

2 komentarze :

  1. Dzięki temu postowi, na mojej liście rzeczy do zrobienia pojawiły się dwa nowe punkty.
    * Obejrzyć "Tada, kimi wo aishiteiru"
    * Obejrzeć "Kimi ni shika kikoenai"
    Naprawdę zainteresowały mnie te dwa filmy, tym bardziej się cieszę, że przeczytałam tego posta. "Mój pies Hachiko" też jest pięknym filmem, ale miałam już szczęście oglądać go kilka razy i nawet nie wiesz jaki wielki żal odczułam, kiedy spojrzałam w program telewizyjny i zobaczyłam, że przegapiłam to cudo. Też na tym płakałam ;-;
    Jeżeli miałabyś kiedyś ochotę obejrzeć inny film, w którym pies odgrywa ważną rolę, polecam "Marley i ja" lub "Tomek i ja" (bardzo oryginalne tytuły xD). Oba oglądałam kilka razy i na obu płakałam, ale równocześnie chętnie do nich wracam.

    Z niecierpliwością czekam na twój kolejny post i tylko żałuję, że nie mam jak obserwować bloga :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze się cieszę, kiedy mogę powiększyć komuś listę "Must see"!!!
      Rzeczywiście filmy mają oryginalne tytuły i pewnie w przyszłości po nie sięgnę. Jeśli tylko znajdę czas :)

      Usuń