piątek, 23 października 2015

Strach ma wielkie oczy

Brak komentarzy

Kiedy byłam małą dziewczynką bałam się firan wiszących w pokoju, spałam przy zapalonym świetle i wtulałam się w swoją ulubioną Myszkę Mickey. Słuchałam kołysanki taty, a potem szybko zamykałam oczy by na nie nie patrzeć. Bałam się również wyjść sama z domu, przejść przez ulicę na pasach, zgubić się w gąszczu ulic.

A dzisiaj? Dzisiaj robię te wszystkie rzeczy bez większego problemu, ale mój strach wcale nie zniknął. Przeobraził się jedynie i dorósł wraz ze mną. Dzisiaj boję się upadku z huśtawki czy roweru, ale obawiam się również otworzyć buzię w nowym towarzystwie, myśląc że przecież nie mam nic do powiedzenia. Boję się samemu podjąć jedną czy drugą inicjatywę. Boję się wielu rzeczy i walczę ze swoim strachem.

Mimo tej nieustannej walki, wielu porażek i zwycięstw, zdarza mi się zauważyć to co w tym całym strachu jest dobre. To właśnie on w dużej mierze kształtuje mój charakter, a nieustanna z nim walka pozwala mi na przezwyciężanie własnych słabości co prowadzi do delikatnych zmian i nieco większej pewności siebie. A przecież o to chodzi w naszym życiu, prawda? Do nieustannego dążenia do lepszej wersji siebie.

To strach hamuje nas tam gdzie trzeba. Dlatego powinniśmy mu czasem podziękować, za to że nie pozwolił nam wstrzymać oddechu pod wodą na dłużej niż 40 sekund, bo inaczej mogłoby się to skończyć makabrycznie. Za to, że nie dał na zielonego światła, gdy spieszyliśmy się na ważne spotkanie i nie docisnęliśmy pedału gazu do maksa. Żadne z nas nie chciałoby uczestniczyć w wypadku drogowym. Pal licho, jeśli to nam by się coś stało, ale późniejsze życie ze świadomością, że kogoś zabiliśmy? Nie dziękuję, ja wysiadam z tego pędzącego samochodu.

Strach jest naszą ostatnią deską ratunku. Wyznacza nam granice. To prawda, że czasem przeszkadza i uprzykrza nam życie, ale jednocześnie nie dopuszcza do zrobienia największej głupoty na jaką moglibyśmy wpaść, a zapewniam Was, że ile głów tyle pomysłów jak i głupot. Ten strach hamuje nas przez co pozwala na pełniejsze życie.

Dlaczego by więc go nie polubić? Spróbujmy zaprzyjaźnić się z naszym strachem. Rozłożyć go na czynniki pierwsze, znaleźć jego przyczynę i dopiero wówczas zdecydować, czy w tym wypadku walczymy z nim i pozbywamy się go, czy też jest on uzasadniony i warto go zatrzymać. Tylko wówczas zachowamy ten złoty środek i będziemy mogli rozwijać się dalej w zdrowych warunkach.

Nie dajmy się stłamsić strachowi, bo ten często ma wielkie oczy. Jednak spróbujmy, tylko spróbujmy się z nim odrobinę zaprzyjaźnić. A jeśli tego nie chcesz, to przynajmniej go toleruj. Zobaczysz, że nagle wszystko stanie się łatwiejsze. Powodzenia kochani!

Jak to jest z Waszymi strachami? Ewaluowały? Czego baliście się będąc dziećmi? Jak wygląda to teraz? Jak sobie radzicie z własnym strachem?

Źródło: 1

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz