wtorek, 1 grudnia 2015

Ulubieńcy listopada

Brak komentarzy

Jest. Wreszcie nadszedł ten nasz upragniony Grudzień, kiedy to wystawy sklepowe przestały razić, a bombki i łańcuchy tylko cieszą  nasze mordki. Mój Grudzień będzie nieco zapracowany. Wreszcie ukończę pierwszy rozdział magisterki i oddam go do sprawdzenia. Czeka mnie też Wieczór Podróżnika, urodziny przyjaciółki oraz koncert Starego Dobrego Małżeństwa (którego już nie mogę się doczekać). Potem marsz na orientację (moja siostra ma pomysły jakich mało), szkolenie lektorów (i obowiązkowe piwo tuż po nim), no i nareszcie święta. Będzie intensywnie i mam nadzieję, że również i pozytywnie. 

Dzisiaj natomiast zdecydowałam się wreszcie zrobić coś od czego się wzbraniałam rękoma i nogami. Ulubieńcy listopada - przeanalizowałam wszelkie za i przeciw i postanowiłam, że nie zaszkodzi mi podzielić się z Wami moimi małymi przyjemnościami:

Czekoladowe kulki


Wiecie za co kocham Lidla? Właśnie za te wspomnienie dzieciństwa, które często się tam pojawia. Czekoladowe kuleczki w czerwonej siateczce (za niecałe 5 zł) to dla mnie coś wspaniałego. Przywodzi na myśl moje dzieciństwo, kiedy to zazwyczaj u babci zawsze takie kuleczki dostawałam. Mleczna czekolada rozpływa się w ustach dając niesamowitą przyjemność i na ułamek sekundy cofając czas.

Czy Wy też odnosicie podobne wrażenie związane z jakimś produktem? 

W tym roku zdecydowałam zrobić coś dla mnie szalonego. Postanowiłam pozbierać te małe kuleczki w wielki słoik, który to będę mogła otworzyć dopiero na święta. Udało się, choć nie ukrywam trochę oszukiwałam. Teraz jednak już go nie otwieram. Stoi pięknie na półeczce i cieszy moje oczęta.

Dawno, dawno, temu


W planszówkach zakochałam się dość niedawno. Najpierw było Dixit, potem przerzuciłam się na CV, aż wreszcie zdobyłam to cudo - Dawno, dawno temu. To niepozorne pudełko, które przypomina odrobinę książkę, skrywa w sobie 4 talie karciane. Trzy z nich mają przepiękne obrazki, a ostatnia jest pusta - dla tych co bardziej kreatywnych. Twórcy pozostawiają graczom na wymyślenie swoich własnych kart. 

Jak tam Wasza planszowa biblioteczka? Powiększa się, czy zatrzymała na starym, dobrym Chińczyku i Grzybobraniu? Może czas wrócić do gier? Zachęcam serdecznie. To gwarancja dobrej zabawy!

Gra polega na opowiadaniu historii. Musimy wykazać się wielką kreatywnością, by nasza opowieść miała ręce i nogi. Dążymy do pozbycia się swoich kart z wydarzeniami oraz postaciami, a także do zakończenia ów historii naszą własną kartą zakończenia.

Świetna i rozwijająca jednocześnie zabawa dla tych młodszych ale i tych dużych. Już nie mogę się doczekać, by wypróbować grę na jednym ze spotkań z przyjaciółmi!

Cień Wiatru

Następna sprawa to Zafon, który jest największą niespodzianką. Przebrnęłam. Walczyłam z nim dzielnie ponad dwa miesiące, ale wreszcie się udało. Długo się jednak zastanowię zanim sięgnę po "Grę Anioła". Póki co myślę, że zasłużyłam na odpoczynek od tego autora (choć przyznaję, końcówka książki nie była taka zła). 

BABY LIPS


Listopad to właśnie ten miesiąc, w którym rozpoczynam używanie ochronnych i nawilżających pomadek. Uwielbiam wazelinę, wszelkiego rodzaju balsamy oraz lekko koloryzujące błyszczyki. Na Baby Lip padło całkiem przypadkowo. Znalazłam ją w swoim zimowych płaszczyku. Ma mój ulubiony zapach i kolor. Jest pomarańczowa. Świetnie nawilża usta i ładnie pachnie. Maybelline spisało się na medal. Mnie nic więcej nie potrzeba.

Jakie skarby znajdujecie w swoich zimowych płaszczach? Mnie zdarza się cały rok chomikować nawet i pieniądze. Jednego roku znalazłam w płaszczu stówę...

Passenger

Last but not least... Passenger. Kocham, kocham, kocham. Mój samochód by się bez niego nie obył. Teskty jego utworów po prostu do mnie trafiają, ale co ja tu będę dużo gadać. Sami oceńcie. A nuż i w Wasze gusta trafi!



Jedna z moich ulubionych:


Na sam koniec, przepiękny cover:


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz