wtorek, 5 maja 2015

Muzyka łagodzi obyczaje

11 komentarzy

Muzyka łagodzi obyczaje...

To powiedzenie słyszałam już wiele razy. Zakorzeniło się gdzieś głęboko w mej podświadomości, a powtarzane było tyle razy, że zrobiło się wręcz czymś naturalnym. Przestało fascynować. Muzyka jest nieodłączną częścią ludzkiego życia. Skłaniam się również do pewnej nękającej mnie ostatnimi czasy myśli - jest tyle różnych rodzajów muzyki, ile ludzi na tej planecie. Każdy jest w stanie paść jej ofiarą, a ja nie jestem tu żadnym wyjątkiem.

Tak, padłam ofiarą muzyki i wcale nie zamierzam wydostawać się z jej szponów. Nie potrafię i nie chcę. Jest mi z nią bardzo dobrze. Muzyka to nieodłączna część mojego życia. Coś z czego z całą pewnością nie zrezygnuję.

Uwielbiam te chwile, kiedy odtwarzam sobie swoje ulubione melodie. Zamykam oczy i po raz kolejny wsłuchuję się w tak dobrze znane mi słowa. Nie jest dla mnie istotne to, czy piosenka jest po polsku, angielsku czy japońsku. Najważniejsze, by potrafiła poruszyć mą duszę. Zmusić me serce do szybszego rytmu, bądź nakłonić do myślenia. Nic więcej się nie liczy. To są te ulotne chwile, kiedy jestem tylko ja i mój słodki świat. Świat, który otwiera swoje bramy tylko dla mnie i tylko ja mam do niego klucz.

Wczoraj miałam okazję uczestniczyć w wieczorze bluesa. Earl Thomas wystąpił przed nieliczną publicznością i dał niezwykły pokaz. Jego wokal trafiał prosto w serca. Nie dało się go nie lubić. Odniosłam wrażenie, jakby przekazywał publiczności część swojej pozytywnej siły. Zarażał optymizmem. W jednej chwili nawet zrezygnował z nagłośnienia. Zszedł ze sceny i wmieszał się w tłum, śpiewając cały czas. Pierwszy raz spotkałam się z artystą, który zrobiłby coś takiego. Przyznam szczerze, że mi tym zaimponował i jeśli kiedykolwiek będę miała okazję posłuchać go po raz drugi, na pewno się tam pojawię.

Pierwszy raz również odczułam taką jedność z ludźmi, którzy przyszli tego wieczoru. W tłumie można było zobaczyć co najmniej trzy pokolenia. Młodzi bawili się świetnie wraz z nieco starszymi wyjadaczami bluesa. Nie liczyło się też to jak kto wygląda, co ma na sobie lub kim jest na co dzień. Spotkałam się tam jedynie z życzliwością i dobrą zabawą. Kulturalna impreza bez przykrych niespodzianek. Wieczór, który na długo zostanie mi w pamięci.

Myślę, że tego co poczułam nie da się dobrze opisać słowami. To było coś niesamowitego, pewnego rodzaju jedność z publicznością ale i samym artystą. Muzyka była tu niezwykle istotnym elementem. Dopełnieniem całego obrazka. Pozwalała na wsłuchanie się w samego siebie i odnalezienie tam czegoś... o czym nie miałam pojęcia.

Do tej pory nie byłam też zagorzałą fanką bluesa. Każdy utwór brzmiał dla mnie podobnie lub niemalże identycznie. Jednak wczoraj okazało się, że miałam zdecydowanie mylne wrażenie. Co prawda, niektóre utwory miały podobny rytm oraz brzmienie, ale były to raczej nieliczne wyjątki. Reszta różniła się diametralnie. 
 
Zrozumiałam też również za co ludzie kochają bluesa. Albo może inaczej... ja pokochałam go za tę bijącą od niego pozytywną energię. Za piękne utwory zostające gdzieś tam na dnie twojego serca oraz za to, że aż chce się poszerzać swoją wiedzę na temat bluesa.

Muzyka zdecydowanie łagodzi obyczaje. Teraz mogę już to powiedzieć i podpisać się pod tym stwierdzeniem obiema rękoma. Wczoraj miałam na to najlepszy przykład, bo jestem przekonana, że w życiu codziennym nie każdy z tej zbieraniny ludzi byłby w stanie się do siebie uśmiechać, czy razem śpiewać. Jesteśmy zbyt różni, co nie oznacza że to źle. Im większa różnorodność tym weselej.

Potrafilibyście zrezygnować z muzyki? Może też jesteście jej ofiarami i wcale wam to nie przeszkadza? Czy kiedykolwiek zostaliście poruszeni przez jakiegoś muzyka?

Chciałabym się z wami podzielić utworem, który najbardziej zapadł mi w pamięć. Wsłuchajcie się w jego słowa, bo są przepiękne i jakże prawdziwe. Jeśli nie przepadasz za bluesem, daj mu choć raz szansę. Nie zamykaj się i poszerz swoje horyzonty, nawet jeśli miałby to być twój jednorazowy taki wybryk.

11 komentarzy :

  1. Dla mnie muzyka też jest bardzo ważna i za nic nie zamierzam wydostawać się z jej szponów :). Wzbudza we mnie tak wiele emocji i to uwielbiam.. :). Bardzo dobrze ujęłaś to jak się czuję w takiej chwili, gdy muzycznie odpływam.. W zależności od tego w jaki nastrój chcę się wprowadzić dobieram to czego słucham. A co do słów.. czasem lepiej jak tekst takiej piosenki jest w nieznanym nam języku... ;) :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie nie po drodze do pisania o muzyce bardzo wzniosłych, poetyckich rzeczy, ale fakt faktem, że słucham ciągle, kiedy tylko mogę. Poruszona nie zostałam, znam natomiast doskonale uczucie, gdy słucha się piosenki tak wybitnej, że się nie wie co ze sobą zrobić. Albo ten dreszcz, kiedy zbliża się ulubiony moment... ach <3 Pamiętam koncert mojego ulubionego zespołu (Sabaton). Te tłumy ubranych na czarno, wszyscy jakby z jednej rodziny. Niesamowite uczucie. I nagle ten gąszcz ludzi nie jest ci aż tak obcy. Pozdr,

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba wiem o jakim uczuciu mówisz ... Zdarzyło mi sie go doświadczyć na niektórych koncertach w których miałam okazje uczestniczyć ;) muzyka naprawdę łagodzi obyczaje ... Poza tym nie bez powodu terapeuci decydują sie na to, aby wprowadzać w leczenie chorych muzykoterapię ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko zależy od naszego gustu. Do mnie ta piosenka w tamtym momencie trafiła i to dość mocno. Może okażę się teraz trochę ignorantem ale Sabatonu nigdy jeszcze nie słyszałam (albo nie zdaję sobie sprawy z tego, że słyszałam - bardzo prawdopodobne), więc nadrobię zaraz :) Dzięki za kolejną pozycję na liście spraw do przejrzenia :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj jeśli chodzi o słowa to śmieszne sytuacje mi się zdarzały gdy słuchałam Japońskich utworów. Pioseneczka fajna, taka tam balladka... a słowa? Poznałam po kilkudziesięciu razach odsłuchania - kiedy już zaczęłam rozumieć trochę japoński - słowa dotyczyły robienia różnych potraw z ukochaną osobą. Żyć nie umierać... czar prysnął :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj tak, nawet ostatnio widziałam dokument dotyczący ludzi chorych na demencję i muzykoterapii. Jakimś cudem odzyskiwali pamięć, wspomnienia wracały wraz z upływem wsłuchiwania się w muzykę. Jedna osoba nawet zaczęła chodzić o własnych siłach, a inna po wielu miesiącach wdała się w konwersację z lekarzem. Otworzyła usta po raz pierwszy. Coś niesamowitego! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojj... muzyka to część mnie :) Bez słuchawek na uszach nie spotkasz mnie na mieście (również też bez włączone odtwarzacza w samochodzie). Blues'a niestety nigdy nie rozumiałam, chociaż powinnam. Natomiast kiedyś strasznie nie lubiłam jazzu, ale ostatnio całkiem fajnie mi się go słucha. Ja uwielbiam nietypowe brzmienia, np. połączenia rock'a, metalu z elektroniką i tu zachwycałam się bardzo albumem Korn'a "The patch of totality (chociaż większość uważa te kawałki za beznadziejnie). Ja w tym jednak widzę coś nowego. Nie lubię melodii "na jedno kopyto". No i niestety co do muzyki jestem strasznie, strasznie wybredna. Uwielbiam też klasykę, dźwięki fortepianu, np. ten koncert Rachmaninoffa: https://www.youtube.com/watch?v=yJpJ8REjvqo Jakiej muzyki słuchasz oprócz polubionego ostatnio bluesa?

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie słuchałam za bardzo jazzu, ani też klasyki. Koncert ten chętnie przesłucham jednak, bo jestem otwarta ostatnio na wszelkie rodzaje muzyki (i coś nie dobrze składam dziś zdania). Najczęściej słucham alternatywnego rocka w polskim wydaniu, uwielbiam też ballady rockowe oraz mój najukochańszy zespół wszechświata The Beatles. Uwielbiam ich. Do tego dochodzi też nieco reggae. No i moja nowa miłość - Imagine Dragons plus Passanger. Uwielbiam ich całkowicie. Jednak słucham też radia i tam jeśli coś wpadnie mi w ucho to zostanie na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A wiesz? Jak powiedziałaś o "The Beatles" to sobie pomyślałam, że to do Ciebie pasuje :) Nie wiem czemu... Też ich bardzo lubię. Mają kilka naprawdę dobrych piosenek. Radio gra u mnie tylko rano, czasem faktycznie coś wpadnie w ucho. Imagine Dragons znam, ale o Passanger nie słyszałam i sprawdzę :) Ostatnio mam głód jeżeli chodzi o dobrą muzykę i szukam czegoś ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój tata często puszczał bluesa lub jazz, jadąc samochodem. Pamiętam, że na początku mi to przeszkadzało, ale tylko przez chwilę. Później zrozumiałam dlaczego kochany tata puszcza ten rodzaj muzyki, gdy zmęczony wracał do domu lub dopiero co jechał do pracy. Wyciszające i relaksacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj tak, zgadzam się. Blues albo jazz mogą wyciszyć, ale i pozwolić sobie na chwilę oddechu oraz ułatwić pozytywne myślenie :)

    OdpowiedzUsuń