czwartek, 17 września 2015

Jak poradzić sobie ze spóźnialstwem?

Brak komentarzy

Ustawiłeś budzik na odpowiednią godzinę, a ten nie zadzwonił? Wyleciałeś więc z domu z wywieszonym językiem, a autobus i tak Ci uciekł? Dotarłeś do pracy spóźniony i naraziłeś się na gniew swojego szefa, albo może jesteś jeszcze uczniem, który to przegapił niezapowiedzianą kartkówkę, na którą uczył się całą noc? Albo takim szarym studentem, który to przegapił najważniejszy wykład życia? Gdzieś w połowie dnia przypomniałeś sobie o niezapłaconym rachunku? A może spóźniłeś się z rejestracją na ważny egzamin?

Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiedziałeś sobie "TAK" to ten tekst jest zdecydowanie skierowany do Ciebie. Mogę Ci już zdradzić na ucho, że głównym jego odbiorcą będę ja sama. Tak, dzisiaj piszę coś co ma mi pomóc w przyszłości uniknąć tej bezsilnej frustracji jaką w tej chwili odczuwam.
Tak, tak, tak... mogłabym odpowiedzieć na niemal każde z tych pytań. Spóźnienia to coś czego nie znoszę i z całego serca najchętniej bym się ich oduczyła. Zazwyczaj się nie spóźniam, gdyż wyznaję zasadę iż lepiej jest przyjść zdecydowanie szybciej, niż za późno. Jeśli jednak już mi się to zdarzy to z wielkim hukiem. 

I tak weźmy na przykład dzisiejszą sytuację. Tyle wszystkim trułam, że w grudniu (a dokładniej 6 grudnia) pojadę do Warszawy i wreszcie przybliżę się o jeden malutki krok w stronę spełnienia swych marzeń, a mianowicie udam się na egzamin z Japońskiego na najniższy poziom - N5 (ot tak, żeby się sprawdzić). Już ułożyłam plan nauki i powtórek. 

Wszystko grało... dopóki dziś nie weszłam na oficjalną stronę i nie przeczytałam, że rekrutacja zakończyła się 11 września. Nie przyszło mi przecież do głowy, że rekrutacja na grudzień, może kończyć się tak wcześnie! Sic! Kolejny rok w plecy... ale jeszcze się nie poddałam. 

Napisałam do nich maila i czekam z niecierpliwością (niestety nie mają numeru telefonu...) na odpowiedź. Liczę na pozytywne rozpatrzenie mojej prośby. Trzymam kciuki za samą siebie i choć procencik nadziei nie jest wielki to łudzę się, że się uda.

Powiedziałam sobie dość! Tak być nie może, żebym przegapiała takie terminy. Czas wreszcie zastanowić się nad skutecznymi sposobami przeciwdziałającymi spóźnieniom! A oto i wynik mych rozważań...


5 SPOSOBÓW NA WYPLENIENIE SPÓŹNIEŃ Z NAS SAMYCH:


I. Ustaw zegarek pięć minut do przodu. 


Ten sposób choć łatwy i prosty do zrobienia jest jednocześnie genialny w swej prostocie. Zajmie nam odrobinie chwilkę, a jakże ułatwi nasze dalsze życie (o ile rzecz jasna nie przestawimy się razem z zegarkiem - bo istnieje takie ryzyko). Sposób ów przetestowała moja przyjaciółka. Mimo odrobiny dreszczyku emocji (wciąż myślała, że jest "TAK PÓŹNO") chwali sobie tę metodę. Jej zegarek chodzi bez zarzutu, a ona nie spóźnia się więcej na pociąg.

II. Skończ z notorycznym ustawianiem drzemek.


Od kiedy odkryłam magiczne drzemki, nie potrafię się bez nich obyć. Wstaję dopiero za trzecią, czy czwartą. Zwykle decydując się na dłuższy sen, a skracając czas na śniadanie. Po prostu tak mi jest wygodniej. Wiem jednak, że drzemki bywają zdradliwe. Nie raz słyszałam historię o spóźnieniu, bo "niechcący wyłączyłem drzemkę i cały budzik". Też mi się to zdarzyło. Od dzisiaj staram się wstawać po pierwszej drzemce. Dajcie mi chwilę na odwyk.

III. Zainwestuj w kalendarz.


A najlepiej i dwa. Pamiętaj tylko o regularnym jego zapisywaniu. Ten ścienny wykorzystaj na sprawy niecierpiące zwłoki. Rachunki, wizyty u lekarza, rodzinne święta, deadline w pracy i tym podobne. Umieść go w pomieszczeniu, w którym przebywasz najczęściej, żeby zawsze mieć go pod ręką. Ten drugi, który tak skrupulatnie wertujesz co wieczór (tak wiem, ja również o tym zapominam... i potem budzę się rano z przeświadczeniem, że coś miałam zrobić... patrzę na mój kalendarz i macham lekceważąco ręką) wykorzystaj na detale. No i koniecznie wyrób sobie nawyk sprawdzania go co rano, lub co wieczór (najlepiej dwa razy dziennie). Co zrobić, żeby nawyk wyrobić? Może zacznij od małych karteczek porozwieszanych na swoim laptopie, czy lodówce... takich małych przypominajek o kalendarzu.

IV. Regularnie sprawdzaj interesujące Cię strony "www".


Punkt dla mnie. W związku z tym nieszczęsnym egzaminem obiecałam sobie więcej do podobnej sytuacji nie dopuścić. Będę sprawdzała interesujące mnie strony regularnie. Oferty pracy, egzaminy czy inne terminy często zostają umieszczone w internecie. Łatwo przeoczyć tę informację i później tylko się denerwować. Dlaczego? Człowiek zwyczajnie nie pamięta o tym by sprawdzać (zwłaszcza na 3 miesiące przed egzaminem...). 

V. Wyobraźnia kluczem do sukcesu.


Często zapominamy o tym potężnym narzędziu. Wyobraźnia może przyczynić się do powodzenia naszych zabiegów. Wystarczy, że będziemy sobie wyobrażać co się stanie, jeśli się spóźnimy. Wyobraźcie sobie co poczuje osoba, która na nas czeka. Jak my się będziemy wstydzić, kiedy wszystkie głowy w wielkiej sali wykładowej zwrócą się ku nam? Albo co będzie, gdy wyłączą nam prąd. 

Macie już? 
Wyobraziliście sobie? 
Świetnie. 
To jak? 
Więcej się nie spóźniamy!

Na sam koniec rada od dobrego duszka:

Zmieniajmy się powoli. Nie zabierajcie się za wszystko na raz. Małymi kroczkami do przodu. Zbyt wiele rzeczy może wywołać niepotrzebną presję, a ta z całą pewnością przysporzy nam jedynie kłopotów. Zniechęcimy się za szybko i nic z naszej ciężkiej pracy nie będzie. Zaprzepaścimy to.

Jakie są Wasze sposoby na brak spóźnialstwa? Chętnie z nich skorzystam i wybiorę coś co będzie mi służyło na dłużej. Nie chcę więcej czuć tej frustracji.

Źródło - wszystkie zdjęcia pochodzą z wyszukiwarki google

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz