poniedziałek, 14 września 2015

Plażowanie - gdzie się podziała cywilizacja?

Brak komentarzy

Sezon plażowania rozpoczyna się gdzieś w połowie czerwca, kiedy to słońce przestaje być tym nieśmiałym bąkiem, który jedynie od czasu do czasu wygląda zza chmur. To wówczas ściąga z siebie szatę tajemniczości i pozwala cieszyć się pełnią swojego blasku tłumom plażowiczów. 

Zrzucamy wówczas nasze ciuchy, pakujemy się w mały plecak i lecimy pędem na pobliską plażę, byle tylko zając sobie najlepsze miejsce. Po drodze stratujemy jednego, czy drugiego szaraczka, który miał czelność pojawić się na plaży przed nami. Oj na takie numery to my nie pozwolimy!

W końcu udaje nam się znaleźć czysty kawałek plaży, który rezerwujemy sobie, rozstawiając dookoła parawan, czy inny namiocik, byle tylko odgrodzić się od pozostałych i zyskać chwilę pozornej intymności. Wszystko już gotowe? No to zaczynamy nasz własny relaks - plażowanie. Najlepiej połączone z kąpielą w wodzie, ale i bez tego się obejdzie, byle tylko wysmażyć ciałko na słońcu i mieć się czym pochwalić przed rodziną i przyjaciółmi.

Okres ten trwa dość krótko, bo niecałe dwa miesiące. No w porywach do trzech (w zależności od tego jak szybko rozpoczęliśmy plażowanie, lub na ile pozwolił nam wrzesień). A co potem? Cóż wszystkie te szaraczki, Kowalskie i Nowaki, powracają do swoich cieplutkich gniazdek domowych. Rozpoczynają swą codzienną rutynę, pozostawiając wspomnienia wakacji daleko za sobą.

Co jeszcze pozostawiają?


Plażę, choć nie wiem, czy jest sens nazywania jej w ten sposób. Bowiem plaża jako sama w sobie znika, a zamiast niej możemy podziwiać pobojowisko. Wszędzie syf. Rozbite butelki, kapsle po piwie, papierki po lodach i wszechobecne niedopałki papierosów. Aż strach nogi zanurzać w tak uświnionym piachu! Trzeba stąpać ostrożnie, by na nic nie trafić.

Wstyd i hańba! 
Nazywamy się cywilizowanymi ludźmi, a uprawiamy czyste barbarzyństwo. 

Czy naprawdę tak trudno jest podnieść jeden papierek? Zebrać swoje pety do woreczka i wynieść do pobliskiego kubła na śmieci? Jeszcze zrozumiałabym (choć nie... kłamię Wam tu w żywe oczy w tej chwili), gdybyście nie mieli tych szpecących, powiewających na wietrze czarnych worków, które są od tego by plażowicz pomyślał. Zastanowił się i jednak ruszył swoje cztery litery te, te dwanaście kroków i jest! Trochę czystości i cywilizacji!

Światełko w tunelu. Szkoda tylko, że statystyczny plażowicz tego nie zrobi. Woli smażyć się na słońcu i nie robić nic. Ma przecież do tego prawo. Ciekawe jednak, że w jego domu nie uświadczymy walających się po podłodze śmieci...

Dbajmy o naszą własną przestrzeń, a będzie nam wszystkim przyjemniej.

Źródło: 1

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz