wtorek, 31 maja 2016

Zimny prysznic - strach się bać

Brak komentarzy
Zostałam zmuszona do przestawienia się na zimny prysznic, kiedy to w poniedziałek przestała lecieć ciepła woda. Została ona wyłączona w całej naszej dzielnicy na długi tydzień. Niespecjalnie mnie to ucieszyło, bo przecież prawie codziennie siadałam w wannie i relaksowałam się z dobrą książką. Poza tym co z moimi włosami, które potrzebują kuracji codziennej (strasznie się przetłuszczają niestety)? 


No, ale przecież zostaje zimna woda. Tyle się zewsząd nasłuchałam o zbawiennych skutkach porannych, zimnych pryszniców - zredukowanie stresu, poprawa kondycji włosów i skóry, pomoc w odchudzaniu (jako osoba, która ciągle dietuje - ten punkt cieszy mnie najbardziej), ukoi bolące mięśnie (ważna sprawa po treningach!), zmniejszy możliwość popadnięcia w depresję, a także orzeźwi. Nic tylko wskakiwać pod zimną wodę!

Postanowiłam więc skorzystać z okazji i wypróbować ten sposób. Kiedy piszę te słowa jestem po dwóch myciach głowy zimną wodą i jednym lodowatym prysznicem. Ba! Ja dopiero co wyszłam spod niego i za 6 minut powinnam wychodzić na pociąg. Mam jednak całe 6 minut by opisać swoje wrażenia!

Nie będę Was tu oszukiwać. Było ciężko. Zimna woda na rozgrzaną po nocy skórę to przekleństwo. Serio. Nikomu tego nie polecam. Zaczęłam jednak od nóg, pozwalając się im przyzwyczaić i powoli pięłam się w górę (wiem, że są różne techniki brania takiego prysznica - mój tata np. puszcza wodę i od razu zalewa się zimną wodą od głowy do nóg, brrr). Stopniowo zaczęłam się do tego przyzwyczajać, więc kiedy wreszcie polałam wodą głowę, nie czułam już nieprzyjemnego chłodu. 

Co nastąpiło potem? Przypływ energii! To skutkuje, serio! Aż chce się żyć. Nie ma mowy o powrocie pod cieplutką kołderkę, co zdarzało mi się robić po ciepłej kąpieli. Taki prysznic skutecznie mnie rozbudził. Wyszłam na spacer z pieskiem, a kiedy wróciłam usiadłam przed kompem, by podzielić się z Wami swymi wrażeniami (maniaczka, wiem). Na dodatek zauważyłam sprężystą w dotyku skórę, cudowną - kiedy tylko wyszłam spod niego. Nie taką rozlazłą jak po gorącej kąpieli, co jest ewidentnym minusem tego rodzaju relaksu.

Nie mogę jeszcze stwierdzić czy pozostałe plusy mi się sprawdziły. Po jednym prysznicu nie będę tu wydawała osądu, ale na pewno powrócę do tego tematu za jakiś czas - regularnego używania zbawiennej wody. Spodobało mi się. Nie ma tu co ukrywać, nawet bardzo. 

 Jedyny minus mycia głowy pod zimną wodą? Włosy nie chcą się zbyt dobrze umyć, a szkoda... bo na dzień dzisiejszy chętnie zamieniłabym gorącą kąpiel na zimny prysznic...i chyba tak zrobię. Przynajmniej na jakiś czas!

Próbowaliście kiedyś zimnego prysznica? Co sądzicie o takich kąpielach? 

Chciałabym jeszcze rozwiać wszelkie wątpliwości - zaczęłam pisać tego posta dzisiaj rano, kończę dopiero teraz :P

Trzymajcie się kochani moi!
Miłego ostatniego dnia Maja!


Źródło: 1

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz