wtorek, 23 sierpnia 2016

Zagubione w Londynie - dzień pierwszy

Brak komentarzy
Londyn to miasto, które nigdy nie śpi. Pełne pędzących gdzieś ludzi, którzy nie mają czasu by zatrzymać się nawet na chwilę by pocieszyć się dniem. To również miasto z mnóstwem kultur, które mieszają się ze sobą by połączyć w jedną wielobarwną całość.

To właśnie w tym miejscu wylądowałam w niedzielę i zostanę aż do środy, kiedy to szczęśliwa wsiądę do samolotu. Jest poniedziałek, a wraz z mą przyjaciółką widziałyśmy już całą masę Londyńskich zabytków.

Niedziela upłynęła nam na długich pieszych spacerach. Rozpoczęła się tak niewinnie od zgubienia na Victoria Coach Station, gdzie też moja przyjaciółka nie dojechała, gdyż kierowca postanowił ją wyrzucić gdzieś po drodze. Świetnie... ale nic to. Odnalazłyśmy się i pół godziny później wylądowałyśmy w hosteliku - RestUp, skąd postanowiłyśmy wyruszyć do Tower Bridge (niedaleko...).


Po nieco męczącej wędrówce i wcale nie takiej krótkiej, wreszcie tam dotarłyśmy. Mogłyśmy do woli cieszyć się widokiem Tower Bridge, a także widniejącej po drugiej stronie Tamizy - Tower of London.


Następnie długi spacer wzdłuż Tamizy w stronę Westminster z małym przystanku w Starbucksie na dobrej kawie i kanapce na obiad. Czego to się nie robi dla tego miasta, ale warto było. Westminster przywitał nas w całej swej okazałości!


Jeszcze lepsza okazała się katedra Westminsterska. Westminster Abbey, do której chciałyśmy wejść, ale niestety nie zostałyśmy wpuszczone, mimo że wstęp na koncert chóru był wolny. Obeszłyśmy się więc ze smakiem... trudno


Potem spacerkiem przez park St James do pałacu Buckingam. Królowej tego dnia w pałacu nie było, gdyż powiewająca na maszcie flaga wisiała wysoko i dumnie prezentowała swoje brytyjskie kolory. Ludzi od groma, pogoda dopisała i pozwoliła nam cieszyć się urokami tego miejsca.


W drodze powrotnej jeszcze szybki widok na plac Trafalgar. Ogromny z mnóstwem ludzi na nim. Zdecydowanie lepiej prezentuje się w scenerii nocnej. Szkoda. Potem już spacerkiem przez most i cudowne, ale jakże drogie London Eye.


Potem jedyne 40 minut błądzenia po drogach, by dostać się do naszego hostelu. Udało się. Zmęczona, ale szczęśliwe zakończyłyśmy swój niedzielny pobyt w Londynie. Z wieloma planami na kolejne dni poszłyśmy do łóżka.

Szczerze mówiąc nadal nie wierzę w to co zrobiłyśmy w niedzielę. Zaliczyłyśmy ogrom zabytków tylko raz korzystając z potężnej sieci metra. Ten jeden jedyny raz tylko po to, by zawieźć walizki do hostelu. Kolejnego dnia jednak postanowiłyśmy postawić na całodzienne zwiedzanie z użyciem metra, ale o tym napiszę już po powrocie z Londynu.

Co Wam się udało zobaczyć w te wakacje? Jakie pasjonujące przygody Was spotkały? Może również pogubiliście się w nieznanym Wam miejscu, tylko po to by odkryć jego urokliwe i mniej znane zakątki?

Pozdrowienia z wciąż gorącego Londynu!
Trzymajcie się!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz