poniedziałek, 18 maja 2015

Mój tydzień z pozytywnym myśleniem

20 komentarzy

Wiele razy słyszałam o zbawiennym skutku pozytywnego myślenia, które to miało być połową sukcesu, albo nawet i lepiej. Mówi się, że talent gra tu podrzędną rolę. Jest niczym szczypta soli lub wisienka na torcie. Sukces to przede wszystkim wiara we własne możliwości, pozytywne myślenie i ciężka praca. Nic dodać, nic ująć.

Nie potrafiłam dać temu wiary, bądź może nie chciałam. Pukałam się w czoło za każdym razem, gdy ktoś o tym mówił, samej nie podejmując nawet prób by zwiększyć efektywność swojego pozytywnego myślenia. Ten stan rzeczy trwał bardzo długo. Zaraz po nim nastąpił okres wzlotów i upadków podczas moich nieudanych prób robionych w tym kierunku. Byłam niczym człowiek idący w ciemności, potykający się o wszystko co tylko możliwe. 

W końcu zrezygnowałam z tego całego pozytywnego myślenia. Rzuciłam to w cholerę, bo moim zdaniem próbowanie sprawiło mi więcej kłopotów w życiu niż miałam bez niego. Uznałam to niemal za walkę z wiatrakami. Co mi po czymś takim? Nie potrzebuję kolejnego problemu do kolekcji.

Wtedy właśnie na blogu Moje Pokoje pojawił się wpis zachęcający mnie do podjęcia wyzwania. Czytając zasady całego procesu, uznałam to za warte uwagi. Nie wyglądało zbyt skomplikowanie, a zarazem problematycznie, więc podniosłam rzuconą rękawicę. Zakasałam rękawy i przez cały tydzień spisywałam swoje małe sukcesy na luźnej karteczce. Największym problemem okazała się moja zagubiona gdzieś systematyczność. Zapomniałam o tej karteczce w czwartek, przez co w piątek nadrabiałam dwa dni. Na szczęście moja pamięć jest na tyle dobra, że udało się odtworzyć czwartek! 

A otóż i one (fanfary). Moje wyniki:

PONIEDZIAŁEK - Przywitało mnie słoneczko i przepiękna pogoda. Aż chciało się żyć tego dnia. O dziwo w pracy poszło jak z płatka, a lekcja udała się wyjątkowo dobrze. Byłam pozytywnie zaskoczona reakcją na niektóre ćwiczenia. Udało mi się również opublikować post na blogu o nieśmiałości, który jak się później okazało stał się hitem (jeśli brać pod uwagę karierę tego raczkującego bloga). Dzień zwieńczyłam wycieczką rowerową do dziadków. Przejechałam całe 9 km i dotleniłam się porządnie.

WTOREK - Pogoda dalej dopisywała, toteż wybrałam się z siostrą na długi spacer robiąc tym samym dobrze samej sobie, jej oraz naszemu psiakowi. Wreszcie mógł się wyszaleć na ponad 3 godzinnym spacerze. Widoki były niesamowite, a kąpiel Tomo w stawie przyprawił nas o uśmiechy. Do tego wszystkiego należy dodać 5 km bieg, który zwieńczył ten dzień. Wyjątkowo dobrze mi się biegało i mam nadzieję, że tak już będzie zawsze. Na domiar wszystkiego zdecydowałam nadać kształt swojej przyszłości. Spisałam pomysły na kartce i wykombinowałam sobie studia podyplomowe na przyszły rok. Czuję, że 2016 będzie bardzo pracowity!

ŚRODA - Zostałam mile zaskoczona na studiach, kiedy to dowiedziałam się że zaliczyłam test ze słówek. Nie wierzyłam w to za bardzo, ale tak! Udało się! Dodatkowo przeszłam również egzamin próbny z mówienia i już nie boję się, że nie zdam podczas faktycznego egzaminu. Zyskałam odrobinę pewności siebie, która na pewno mi pomoże! Udało mi się też kontynuować moje rowerowe podboje i postanowienia. Do pracy konsekwentnie pojechałam na moich dwóch kołach. Natomiast koniec dnia umiliło mi rodzinne oglądanie filmu. 

CZWARTEK - Strasznie denerwowałam się przed czwartkiem. Miałam bowiem przeprowadzić lekcję plenerową dla jednej osoby. Na szczęście udało się nawet całkiem nieźle. Dzięki tej osóbce poznałam również historię Torunia nieco lepiej i spędziłam miło czas plotkując w kawiarence. Wszystko rzecz jasna po angielsku. Moja słuchaczka nieco się zawstydziła i nie chciała zamówić herbatki w języku angielskim, co też przyprawiło mnie o lekki uśmiech. Zrozumiałam bowiem, że dla mnie to już nie stanowiłoby problemu. Poza tym nie bałabym się zrobić tego po angielsku, mimo że język polski jest przecież moim ojczystym. Tym sposobem znów nauczyłam się o sobie czegoś nowego!

PIĄTEK - Dzień rozpoczęłam od 19 km wyprawy rowerem na pobliską Barbarkę. Namówiłam też do tego dziadka i siostrę. Spędziliśmy miło czas, jednocześnie robiąc coś dla siebie. Następnie odebrałam swoje nowe okularki. Bardzo się cieszyłam, że wreszcie je mam. Pomogłam tacie zrobić zakupy, a potem zabraliśmy się za gotowanie chińszczyzny. To moje ulubione danie, które mogłabym jeść kilogramami. Szkoda, że jest tak rzadko... ale przyznam szczerze, że dużo w nim babrania. Mimo to bawiłam się przednio!

SOBOTA - Ten dzień mogę uznać za swojego rodzaju sukces, bowiem przed komputerem spędziłam jedynie 2 godziny. Coś u mnie nie spotykanego i zarazem fajnego. Wszystko przez przygotowania do imprezy urodzinowej taty. W domu panował lekki rozgardiasz i każdy pomagał tak jak umiał. Znalazłam też chwilę czasu na naukę Japońskiego. Swoją drogą myślę, że kolejny tydzień poświęcę zwiększaniu swojej systematyczności jeśli o Japoński chodzi. Koniec dnia zwieńczyłam spacerkiem z kuzynką i psiakiem. Towarzyszyło nam sporo śmiechu i radości.

NIEDZIELA - Dzień rozpoczęłam zakupowym szaleństwem. Dwie bluzki, spodenki i sandały  - to wszystko moje nowe nabytki. Nigdy nie sądziłam, że takie zakupy od czasu do czasu sprawią mi tyle przyjemności. Potem spotkałam się z przyjaciółmi z Solca Kujawskiego. Spędziliśmy miło czas spacerując trochę po toruńskiej starówce oraz zajadając pyszności od Lenkiewicza i Metropolis (myślę, że trochę zawaliłam swoje odchudzanie w ten weekend - nie dość, że impreza to jeszcze to spotkanie - ale co tam, raz się żyje!). Mogę też z czystym sumieniem dodać, że zaraz po ułożeniu zarysu lekcji poniedziałkowej, pozwoliłam sobie na słodkie lenistwo. 

Cały tydzień z pozytywnym myśleniem uznaję za całkiem udany. Myślę, że warto to kontynuować i spróbuję tak zrobić. Czy się uda? Zobaczymy... rzecz w systematyczności, a jak wiecie z tym u mnie bardzo kiepsko!

20 komentarzy :

  1. Podjęłabym wyzwanie, ale to nie dla mnie. Jeśli będę myślała jeszcze bardziej pozytywnie to mnie wywalą na pysk z paczki znajomych albo załatwią bilet w jedną stronę do psychiatryka, bo ile można patrzeć jak ktoś szczerzy zęby? Ale gratuluję. Pozdr, ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. U Ciebie widzę, że też fantastyczny tydzień! Prawda, że robi się jakoś cieplej na sercu i wiara w siebie i samoocena lecą do góry, jak się tak popatrzy na taką listę pozytywów? :) A jeśli systematyczność to nie Twoja broszka - moja zresztą też nie - to zawsze można potraktować to wyzwanie jako pretekst do nauczenia się tejże :)
    A jeśli mogę zapytać - skąd pasja do Japońskiego? I uczysz się czysto dla własnej przyjemności, czy chcesz potem jakoś z tym językiem pracować, czytać książki w oryginale albo marzy Ci się podróż do Japonii?
    Jak czytam te wszystkie Toruńskie nazwy to normalnie mi się włącza tęsknienie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz spotykam kogoś tak pozytywnego! Chciałabym mieć tyle pozytywności co Ty :D To ja Tobie gratuluję! I dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję, oj masz rację. Jak się patrzy na całą listę pozytywów to aż gębucha się cieszy :) Z tą systematycznością to fakt. Będę próbowała! Nie wiem czy się uda i sądzę że spotka się to z wieloma błędami i porażkami ale próby podejmę!
    Moja pasja do Japońskiego zaczęła się rodzić kiedy byłam dzieckiem jeszcze a na Polsacie leciała wówczas Czarodziejka z Księżyca. Działał też jeszcze program RTL7 na którym mogłam podziwiać Dragon Balla. Do animacji Japońskiej mam wielki sentyment i po cichu przyznam się do tego, że wciąż ją oglądam. Mimo to, to nie ona zmusiła mnie do nauki, a kultura Japonii. Z biegiem lat zaczęłam się bardziej interesować tym krajem. Zaczął mnie fascynować. Teraz nawet wymieniam się korespondencją listowną z Japonką. Rok temu zaczęłam naukę języka, bo kiedy słysze ich to rozumiem. Natomiast nie potrafię odpowiedzieć.
    Uczę się dla przyjemności, ale wiążę nieco swoją przyszłość z Japonią. Chciałabym tam wylądować prędzej lub później i zaciągnąć się gdzieś tam do pracy. Nie twierdzę, że na całe życie ale na trochę. Żeby poznać Japonię nieco od kuchni. To moje marzenie i powoli dążę do jego realizacji :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha oj to też mi się zdarzało. Szczęśliwie teraz adres ów Japonki stwierdza radośnie Japonia, Shizuoka, a jej profil na facebooku również nie mówi nic o innym pochodzeniu. Myślę, że nie ma mowy o pomyłce - teraz już nawet w miarę rozróżniam Japończyków od innych nacji azjatyckich :P
    "Opowieści z rodu Otori" uwielbiałam. Nadal są jedną z tych serii, do których często wracam. No i mój tata również uwielbia filmy o samurajach czy innych japońskich straszydłach. To on kupił mi pierwszą mangę i on oglądał ze mną Dragon Balla xD

    Hahaha oj te ich teleturnieje to temat rzeka. Większość tak niedorzeczna, że aż boli... tylko z drugiej strony my wszyscy czyhamy na coś innego, coś szalonego. Nikt nie patrzy na codzienność Japońską. To jej właśnie chciałabym posmakować najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, ze sukces udało Ci się osiągnąć. A dzięki temu też tydzień upłynął Ci pozytywnie. Ja staram się wdrażać pozytywne myślenie na każdym kroku, kiedy tylko się da. Nie ma co się martwić na zapas. Pozdrowieńka. Miłego dnia :) Megly (megly.pl)

    OdpowiedzUsuń
  7. No tak, myślenie pozytywne nie należy do łatwych zadań. Pamiętam jeszcze, jak rok temu myślałam, że dzięki niemu mogę wszystko. No cóż, samo myślenie nie pomaga, trzeba jeszcze działać. Ja muszę przeznaczyć chyba następny tydzień na to wyzwanie, bo też o nim na blogu Moje Pokoje czytałam ;) Ja myślę, że i tak jestem pozytywną osobą. Staram się unikać negatywnych wizualizacji i samo to już dużo mi daje. Fajnie opisałaś swój tydzień. Widać, że cieszysz się z każdej małej rzeczy. To super!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy ludzie narzekają, że za dużo się cieszę i za mało czymkolwiek przejmuję to na odczepne mówię, że mam kłopoty ze smutkiem. Ale ja po prostu nie lubię marnować nastroju na rzeczy nieistotne. Jakoś szkoda mi czasu na żalenie się, szkoda mi energii. Nieszczęścia wydają mi się zbyt ulotne, by przywiązywać się do nich na dłuższą metę, natomiast radości, nawet te najdrobniejsze, radości są jednym z ostatnich okruchów magii na tym świecie, trzeba wykorzystywać je do cna. Co więc roku antykobieta, gdy zatruty ząb próbuje rozwalić jej czaszkę bólem? Wkłada słuchawki w uszy i kręci tyłkiem przechodząc przez pasy. Niektórzy mówią, że smutek też trzeba przeżywać, ale... skoro u mnie się sprawdza to dlaczego nie? Pozdr,

    OdpowiedzUsuń
  9. Taka umiejętność dostrzegania małych rzeczy i ludzi, którzy nas otaczają to fantastyczna sprawa. Pozytywne myślenie naprawdę przynosi rezultaty. Być może od samego myślenia nie spadnie nam od razu fortuna z nieba, ale uczymy się dostrzegać to co mamy, dostrzegać możliwości i wyciągać to co dobre z tego co nas spotyka. Jakość życia wtedy zdecydowanie się poprawia:) Życzę wytrwania w pozytywnym myśleniu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozytywne myślenie to naprawdę połowa sukcesu :). Cieszę się, że udało Ci się dostrzec tyle pozytywów! :) Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  11. Miło poczytać jak ludzie zmieniają swoje nastawienie do życia ;)) brawo!

    OdpowiedzUsuń
  12. No widzisz, ty to miałaś bardzo udany tydzień, ale to prawda, z innym nastawieniem wszystko może być powodem do uśmiechu i doceniania :)
    Zastanawiam się ciągle nad zrobieniem tej akcji, ale na razie mam tylko zarys, muszę się do tego przyłożyć :)

    OdpowiedzUsuń
  13. I tak trzymaj. Masz rację, martwiąc się na zapas, jedynie zatruwamy sobie życie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Negatywne wizualizacje to moja pięta Achillesowa. Postaram się ich pozbyć w najbliższym czasie. Powodzenia z wyzwaniem! Och i do cieszenia się każdą małą rzeczą mi jeszcze daleko :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję, wytrwanie bardzo mi się przyda bo już chociażby dzisiaj to myślenie zostało nieco zatarte i po zjedzeniu całej tabliczki czekolady utonęłam w wyrzutach sumienia. Ale co się stało, już się nie odstanie. Czas wrócić do pozytywnego myślenia. Zjadłam, było smacznie :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję! Życzę równie udanych dni z pozytywnym myśleniem!

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj do całkowitej zmiany to mi jeszcze dużo brakuje. Chociażby patrząc na fakt, że dzisiaj miałam załamanie nerwowe i pożarłam... pożarłam górę słodkiego. Cóż i takie momenty trzeba przeżyć :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj masz rację. Tamten tydzień zdecydowanie do udanych należał. Pozytywne myślenie sporo mi dało, ale już dzisiaj trochę się podłamałam. Trudno. I to przeżyję :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie warto poddawać się wyrzutom sumienia z takich błahych powodów jak zjedzenie czekolady. Czekolada jest dla każdego, żadna zbrodnia zjeść całą tabliczkę ;) każdy ma gorsze momenty, ale warto wracać do pozytywnego myślenia i skupiać się na dobrych rzeczach, bo to procentuje :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dzięki! :) Ostatnio ze zdecydowaną przewagą tak właśnie myślę :)

    OdpowiedzUsuń