środa, 20 maja 2015

Co się stało z trzepakami?

12 komentarzy
Trzepaki były kiedyś nieodłączną częścią mojego beztroskiego życia. Uwielbiałam wykonywać na nich najdziwniejsze ewolucje, chwaląc się przed koleżankami czego też nie potrafię zrobić. Wymach w przód? Nie ma problemu! W tył? Och proszę! Nie możesz wymyślić czegoś trudniejszego? 

Jeśli już wszystko zdołało się pokazać, rozpoczynał się czas posiedzenia. Siadało się wówczas całą gromadą. Najlepsze miejsca były właśnie tam na trzepaku, ale gdy było nas za dużo to i pod nim zajmowało się skrawki ziemi. Trzepaki były świadkami naszych małych smutków i radości. Jako pierwsze doświadczały rodzące się małe plotkary. Cieszyły się za każdym razem, gdy ktoś się nimi zainteresował. Mało tego! Rzadko kiedy dało się znaleźć puściutki trzepak. Co to, to nie! Jeśli już się taki znalazło, zaraz wołało się całą ferajnę. Przecież to najlepsza zabawka, jaką można było sobie znaleźć na podwórku! Miałeś trzepak, miałeś w swych łapkach całe podwórko. Byłeś panem na włościach (nawet jeśli kolejnego dnia ktoś inny miał go okupować).

Pamiętacie te swoje trzepaki? Stoją jeszcze na swoich miejscach? Może już ich nie ma? Co się z nimi stało? Dlaczego jest ich coraz mniej? A może wciąż samotnie stoją na tych swoich miejscach, zapomniane i przerdzewiałe?

Czasy świetności tych placów zabaw odeszły już dawno w niepamięć. Teraz jedynie nieliczne dzieciaki odnajdują radość w bujaniu się na trzepakach, bowiem zdecydowana większość woli przesiadywać przed komputerami z dłońmi wściekle stukającymi w ich coraz to lepsze smartfony czy jeszcze inne smart-zabawki. Niewiele dzieci odnajduje teraz radość w bieganiu po dworze, a te które to robią szukają rozrywek na poziomie. Rolki, rower i hulajnoga to tylko jedne z tych zabawek, które nadają się do tego jak najbardziej.

A co z biednymi trzepakami? Patrzą na wciąż zmieniający się czas z boku. Smutnym wzrokiem obserwują te zmanierowane dzieciaki, a ich żelazne serducha zaczynają bić nieco mocniej w chwili gdy jakieś dziecko na nie spojrzy, tylko po to by zaraz odwrócić się i pobiec do domu, bo przecież nie może przegapić kolejnego odcinka Szkoły.

Biedne trzepaki są przy tym wszystkim niezwykle cierpliwe. Czekają na swój powrót i nie mrugają nawet okiem, gdy ten nie nadchodzi. Zmuszane są do wysłuchiwania najróżniejszego rodzaju kurwienia i innego pijanego bełkotu, bo tylko takich użytkowników zdają się mieć. Nie narzekają, bo nie mają ku temu okazji. Patrzą tylko tęsknym wzrokiem i liczą na to, że kiedyś znów wrócą do łask.

Przeprośmy się więc z naszymi starymi przyjaciółmi - trzepakami i spróbujmy je w jakiś sposób pocieszyć. Niech dzieciaki zobaczą, że te mogą być lepszymi placami zabaw niż wymyślne ustrojstwa. Niech znów poczują co to znaczy otworzyć do kogoś buzię. Kogoś, kto nie jest twoim wirtualnym przyjacielem. 

Trzymam kciuki za powrót trzepaków. Myślę, że jeszcze chwila a moda na nie może znów wrócić! Mam cichą nadzieję, że się nie mylę.

12 komentarzy :

  1. Sama pamiętam wspaniałe czasy, gdy pod blokiem z rówieśnikami spędzało się czas na trzepaku- robiło fikołki, skakało w gumę, rozmawiało. Mam jeszcze zdjęcia z tych beztroskich chwil. Nie wiem jak jest teraz z trzepakami, odkąd nie mieszkam w bloku nie zwracam na nie uwagi, a kiedyś umiałam robić takie akrobacje z ich udziałem :D Pozdrowionka. Megly (megly.pl)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak....pamiętam te czasy kiedy trzepak był drugim domem....miałam 2 siniaki na biodrach od ciągłych fikołków w przód... ukrywałam je przed rodzicami....ale kiedyś mama je zauważyła- była przerażona...myślała, że ktoś mnie pobił:P jak powiedziałam jej, że to od trzepaka to miałam zakaz chodzenia tam....ale i tak chodziłam...posiedzieć chociaż:P piękne czasy!


    a dziś.... dziś trzepaki wieją pustką...


    P.S. bardzo dobry tekst! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja, co prawda, na trzepaku się nie wychowałam, bo na wsi o takowe trudno (ale drzewa...;), ale już pod szkołą było łatwiej - trochę przerw się na nim spędziło. Dawno już zauważyłam, że obecnie dzieciaki jakoś niezbyt ciągnie to takich prostych, a przyjemnych rozrywek z kolegami i koleżankami. Jakież było moje zdziwienie, gdy po dwóch latach mieszkania w mieście po raz pierwszy zobaczyłam dzieciaki na trzepaku - co znaczy, że jeszcze trzepaki nie umarły :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak, czasem człowiek żałuje, że te piękne czasy już przeminęły i przyznam szczerze, że niekiedy mam ochotę powrócić na trzepak, tyle że wyglądałoby to zgoła dziwnie. 25-letnia kobita wywijająca fikołki na trzepaku. Doprawdy... genialnie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest nadzieja dla trzepaków! To prawda, jeszcze jakieś dzieciaki o nich pamiętają, ale tak jak mówisz zdecydowanie rzadziej niż kiedyś. Wcześniej to te proste zabawy - trzepaki czy drzewa, jakieś krzaki i zabawy w dom - to było coś co dzieci robiły nagminnie. Nie było przecież komórek, a internet dopiero wchodził do powszechnego użycia - poznawaliśmy ten potworny świat. Szkoda, że tego już nie ma i dzieciaki wolą spędzić czas z telefonem, tabletem zamiast rozmawiając z innymi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahaha rebeliantka od małego. Mama zabroni ale nie, trzepak ważniejszy. Dokładnie - drugi dom - to idealne podsumowanie idei trzepaka. Najprostszy i zarazem najciekawszy plac zabaw. Ograniczała nas jedynie nasza wyobraźnia. Szkoda, że w dzisiejszych czasach jedynie nieliczne dzieciaki korzystają z piękna trzepaków...

    Dziękuję bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja uwielbiałam kiedyś trzepaki :) Do tej pory patrzę na nie z sentymentem. Pamiętam, że robiłam na nich chyba wszystko, na niższym i wyższym poziomie :) A kiedyś jak ćwiczyłam przewroty w tył, wróciłam do domu z wielkim jajem na głowie, a i tak byłam szczęśliwa, bo wreszcie się odważyłam :D Co z tego, że się nie udało? Wystarczyło trochę ćwiczen. Te zabawy w kija i inne cuda. U nas na podwórku trzepak służył również za bramkę. Fajnie tak wrócić do tych wspomnien... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja częściej spędzałam czas na drzewach, ale doskonale rozumiem ten problem z dziećmi. Patrzę na moje siostry, które coraz bardziej pożerane są przez zabawki XXI wieku i aż smutno się robi, że zamiast przesiadywania całe dnie na dworze, wolą czasem (chociaż tyle) być w domu przy laptopie lub przed telewizorem. Eh...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dokładnie. Nie ważne, że się nie udaje. Najważniejsze były próby i ta satysfakcja kiedy wreszcie coś nam wyszło. Jako bramkę? No proszę, tego zastosowania trzepaka w swoim życiu nie uświadczyłam, ale faktycznie to też dobry pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie o tym mowa. Dzisiaj dzieci mają obycie z telefonem, laptopem, tabletem i innymi cudami od małego. Internet też jest na porządku dziennym. Szkoda, że wybierają komputer a nie świeże powietrze i beztroską zabawę z rówieśnikami. Szkoda, ale raczej już tego nie da rady zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy trzepaki jeszcze istnieją? Boję się, że nawet jeśli jeszcze gdzieś można je spotkać, to wkrótce zupełnie ulegną zapomnieniu. Wszystkie najważniejsze wydarzenia dzieciństwa działy się na trzepakach. Porażki też - nigdy nie umiałam na trzepaku zrobić fikołka. Cieszę się, że o nich przypomniałaś - teraz nie mogę przestać się uśmiechać na te wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Co racja to racja. Ja również obawiam się, że niedługo trzepaków z nami zabraknie. Zniszczeją i zostaną przez wszystkich zapomniane. Na szczęście nasze wspomnienia pozostaną, a to chyba liczy się najbardziej.

    OdpowiedzUsuń