czwartek, 25 czerwca 2015

Czego nikt ci nie powie o byciu blogerem?

6 komentarzy

Dawno, dawno temu w niewielkim mieście o dźwięcznej nazwie Toruń, pewna dziewczyna odkryła portal onet.pl. Dopiero odkrywała magię internetu, kiedy zakochała się w tworze zwanym "blogiem". Początkowo pisała opowiadania na podstawie japońskiego anime, by w końcu dojrzeć na tyle by rozpocząć swoją własną historię. To był ten czas, kiedy to zapragnęła napisać książkę. Nie udało się. Prace stanęły w miejscu, a ona sama rzuciła blogi w cholerę. 

Potem zdarzyło się jej poprowadzić to jeden, a to drugi blog, ale zazwyczaj szybko się nimi nudziła. To już nie było to samo co kiedyś. Stwierdziła, że być może z tego wyrosła. Zniknęła więc ze świata blogowego na kilka dobrych lat, powracając dopiero niedawno.

Podczas jej nieobecności, Polska sfera blogowa zdążyła wydorośleć i przekształcić się z raczkującego potworka w nieźle prosperującego gimnazjalistę. To już nie ta sama społeczność co kiedyś. Wyewoluowała. Zmieniła się... chciałoby się powiedzieć, że na lepsze. 

Nie jestem jednak przekonana, że tak rzeczywiście jest. To prawda, że teraz blogerzy są zdecydowanie bardziej świadomi swoich działań, tekstów. Stawiają raczej na jakość, ale z tego co zdążyłam zauważyć również na ilość. Czasem niestety jakość na tym cierpi. Jeszcze parę lat temu wystarczyło napisać jeden, no dwa teksty tygodniowo. Popularność blogera nie spadała, a czytelnicy znajdowali się sami. Teraz? To niemożliwe. Statystyki nie kłamią. Pisząc codziennie, nabijamy je przepięknie. Co drugi dzień? Zainteresowanie spada. Dziwne...
 
Jest jeszcze sprawa wszechobecnych zdjęć, które masowo zalały sferę blogową. Mam wrażenie, że współczesny bloger (i jego czytelnik) nie potrafi wyobrazić sobie wpisu bez zdjęć. Ale co z tego, że w ich postach pojawi się masa zdjęć, jeśli tekstu będzie jak na lekarstwo? Sama uzależniłam się od tej mody. Zdjęcia są po to, by urozmaicić post, by przyciągnąć czytelnika i ułatwić mu czytanie. Sprawić większą przyjemność. Wiadomo jak na zmysły działa wizualizacja. To dla mnie nowość. 
 
Parę lat temu tego nie było. Ludziom wystarczył dobrze napisany tekst, koniecznie wyjustowany i podzielony na akapity. Nie było mody na tyle zdjęć, a blogerzy nie marnowali czasu na ich obróbkę. Zajmowali się jedynie pisaniem dobrych jakościowo tekstów. Choć przyznaję, nie każdy taki był. Nie ma świata idealnego.

Być blogerem może każdy. Przecież to niezwykle proste. Wchodzimy na jedną z darmowych stron i zakładamy tam swoje miejsce w świecie. Każdy potrafi to zrobić, jednak nikt mi nigdy nie powiedział, że bycie blogerem będzie takie wymagające. 

Tutaj łączymy pasję do pisania z wielką wyobraźnią oraz zmysłem marketingowym. Niestety (a może jednak stety) na dzień dzisiejszy blogerowi nie wystarczą dobre teksty i piękne zdjęcia. Taki człowiek to chodząca orkiestra. Musi potrafić się sprzedać, stosować chwyty całkiem marketingowe. Zachęcić czytelnika do pozostania na jego stronie na dłużej i najlepiej by był aktywny na wszystkich znanych nam społecznościowych mediach.

To również jest dla mnie głupotą i kompletną stratą czasu. Znów dałam się porwać modzie i nawet stworzyłam swoją własną stronę na facebooku, byle tylko nie odstawać od innych. Przecież to ważne (przynajmniej udało się wam mnie do tego przekonać). Jednakże nie do końca wiem czy długo pociągnę z tymi mediami. Nie mam jeszcze pojęcia jak się za to zabrać i co dokładnie oznacza ten fakt. Na razie moje strony sobie po prostu wiszą i egzystują. Zobaczymy jak długo z nimi wytrzymam. Być może to one wykończą mnie pierwszą.

Dzisiaj bycie blogerem to niczym dodatkowa praca. Nic dziwnego, że tyle osób zarabia tworząc takie strony. Wkładają w nie wiele wysiłku i pragną zostać docenionymi. Mam do takich osób wielki szacunek, a jako ta początkująca blogerka (bo spójrzmy prawdzie w oczy - sfera blogowa zmieniła się tak drastycznie, że już nic nie jest takie samo) muszę się jeszcze wielu rzeczy nauczyć. Przede wszystkim stawiam na odwagę i pokonywanie swojej wrodzonej nieśmiałości. 

Dzisiaj również pozostawiam ten wpis bez żadnego zdjęcia. Używam do niego starej szkoły blogowania. Żadne wspomagacze są tutaj niepotrzebne. Myślę, że mimo iż wiele rzeczy zmieniło się na lepsze to można odnaleźć też całkiem sporo wad. Blogowanie z czasem może stać się wysiłkiem nie do zniesienia, a tego chciałabym uniknąć.

~.~

To już przedostatni wpis z serii tych od Ulki. Wracam więc do pakowania. Znikam chwilę po 16 na swoją szaloną podróż. W dwa dni do Anglii. To będzie moja najdłuższa podróż życia!

6 komentarzy :

  1. Wg mnie spore różnice znajdziemy w blogach z poszczególnych kategorii. Zdjęcia to must have dla blogów kulinarnych, modowych, moze jeszcze urodowych. Są kategorie które mogą się bez nich obejść, ale nieliczne. Zmieniła się blogosfera bo zmienia się świat - dociera do nas więcej informacji, przeglądamy coraz więcej stron i dlatego zatrzymują nas obrazy a rzadziej teksty. Samej zdarza mi się czytać pierwszy akapit - jeśli jest to nic interesującego to wychodzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. IMO blogosfera zmieniła się na gorsze. Ja jestem Matuzalemem, bo piszę od 14 lat, ale nie ukrywam, że wolałam blogi prowadzone po prostu przez ludzi, którzy mieli jakąś historię do opowiedzenia, chcieli podzielić się ze światem tym, co ich spotkało - i w dodatku opisywali to dobrze. I niestety takich blogów jest coraz mniej - albo po prostu giną w zalewie wyprodukowanych jak od sztancy blogasków, których autorzy piszą jednakowym stylem, kopiują temat podpatrzony na 40 innych blogach, wrzucają jednakowe zdjęcia royalty free (lub też uważają, że instagramowe filtry czynią człowieka utalentowanym fotografem), jęczą o lajki i dorabiają zbędną filozofię do bycia blogerem. Marketing super, treści zero. Jakoś nie bardzo to do mnie trafia, dlatego trzymam się mojego małego ogródka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie każda zmiana ma swoje plusy i minusy. Też pamiętam mojego pierwszego bloga na onecie. Nie mam zielonego pojęcia czy i ilu miałam czytelników, bo takich statystyk się po prostu nie prowadziło. Albo było się zbyt młodym, żeby się tym w ogóle przejmować. Ale pamiętam też, że mimo iż pisany tak, jak mówisz, tekst bez zdjęć etc, to za mądry to on nie był, w dużej mierze pewnie z racji mojego ówczesnego wieku. I owszem, obecnie są takie blogi o których piszesz, że dużo marketingu a mało treści (mogłabym nawet podać kilka takich przykładów, no ale... co kto lubi). Z drugiej strony - to takie obecne delikatne parcie na posiadanie "porządnego" bloga też ma swoje plusy, bo jednak jest to nasze miejsce w sieci, jakoś o nas świadczy, o naszej kulturze, guście, smaku, obyciu, zainteresowaniach etc. Dam sobie rękę uciąć, że skoro powstały firmy, które wertują facebooka na zlecenie innych firm żeby sprawdzać np. potencjalnych kandydatów na stanowiska, to wertują też i inne czeluści internetu - w tym blogi. A jeśli traktujemy je reprezentacyjnie, zakładamy ten fanpage czy jakiś instagram i do tego dokładamy jakąś wąską, specjalistyczną tematykę, to takie miejsce może o nas mówić nawet więcej niż CV. Wydaje mi się, że przychodzi po prostu w życiu pewien moment, w którym jeśli decydujemy się na takie publiczne uzewnętrznianie, jak to ma miejsce na blogu, to warto dbać o to - od strony merytorycznej, marketingowej i estetycznej. Ja np. ów "marketing" traktuję nie pod kątem pracowo-zarobkowym a pod kątem takim, że fajnie jest poznawać nowych ludzi w taki sposób, ich zdanie, odwiedzać ich miejsca, a niestety bez małego marketingu i promocji ludzie nie mają szansy nas znaleźć - no bo jak?

    OdpowiedzUsuń
  4. Blogosfera się zmienia, wraca do tego co było. Zdań takich jak Twoje jest coraz więcej, coraz większa liczba blogerów otrzasa się z szału produkcji dużej ilości postów z małą ilością treści.
    Ja pamiętam swojego pierwszego bloga na pingerze i czasami za nim tęsknię, za pisaniem i czytaniem osobistych wpisów, o tym co nas ca codzień spotyka, co cieszy i co frustrujące. Krasnoludki tez przez pierwsze pół roku pisałam jako dziennik z podróży, potem ta formę porzucilam, a teraz coraz częściej znów myślę, żeby choć w jakiejś małej części do tego wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy blogosfera zaczynała raczkować my byłyśmy w gimnazjum. Gdy się rozwinęła i my do niej dojrzałyśmy. Lubimy oglądać zdjęcia, więc i u nas ich nie brak. Jedne wpisy mają ich więcej, inne mniej. Stawiamy na różnorodność.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogólnie prawda, mam tylko jeden komentarz co do mediów społecznościowych - tu chyba nie chodzi o modę na fejsa czy inne, a o zasięgi. Dużo ludzi dowiaduje się o blogach właśnie przez fejsa. Też nie byłam przekonana (po co fanpage?), ale potem ktoś gdzieś opublikował statystyki i fejs wychodzi jako jedno z solidniejszych narzędzi do pozyskiwania czytelników.

    OdpowiedzUsuń