środa, 2 września 2015

Poczekaj, a będzie ci dane

Brak komentarzy

Stawiamy sobie cele. Staramy się je realizować. Często gubimy po drodze drogę i zostaje czysta frustracja. Znów coś nam nie wyszło. Znów nie było efektu "wow". Znów stoimy na samym początku naszego biegu przez życie i znów przeklinamy siebie, bo coś poszło nie tak.

Zawsze uważałam, że swój cel powinnam osiągnąć szybko. Nie ważne, że nagroda była krótkotrwała. Najważniejszy dla mnie był czas. Musiałam go zaoszczędzić. Dieta cud, pięć kilo mniej. Dwa tygodnie odchudzania i dwa rozmiary mniej. Tydzień bez słodyczy był wówczas moim sukcesem, który nagradzałam wielkim pucharem lodowym lub innym McDonaldem. Wszystko musiało być na już. Na tip-top. Napisać opowiadanie? Nie ma sprawy. Siadałam przed pustą kartką i po dwóch godzinach wszystko było gotowe.

A jakość? No cóż... najlepsza nie była. Moje starania można porównać do słomianego zapału. Coś tam wychodziło, ale potem odpuszczałam. Tłumaczyłam sobie, że przecież wytrzymałam. Że nie wolno się katować przez całe życie. Powinnam robić co chcę, a nie kierować się płytkimi pobudkami. 

Wszystko pięknie, ale czy cokolwiek osiągnęłam? Spójrzmy prawdzie w oczy. Kilogramy wróciły, podwoiły się i przerosły moje największe koszmary. Studia rzuciłam, bo nie były dla mnie i straciłam przez nie 3 lata życia. Pracy nie znalazłam, bo strasznie wstydziłam się roznosić swoje CV, a moje opowiadania odnosiły maleńkie sukcesy, ale zrezygnowałam z dalszego pisania. Porzuciłam wszystko i usiadłam w kąciku płacząc. Użalałam się nad sobą. Nienawidziłam siebie.


Nie trwało to jednak tak długo. Wzięłam się w garść. Zmieniłam studia i ku swojemu zdumieniu zauważyłam, że nawet lubię uczyć się języków. W końcu pozwalają one poszerzyć swoje własne horyzonty. Teraz nie jest mi straszny wyjazd za granicę, bo wiem, że przecież się dogadam. 

Pierwszą okazję złapałam po drugim roku studiów. Wyjechałam za granicę, do pracy. Poznałam wspaniałych ludzi, miałam okazję zaznać innego życia. Spodobało mi się. Dostałam wiatru w żagle, a moje skrzydełka trochę się odkurzyły. Udało mi się uzyskać licencjat z całkiem dobrą oceną, co mnie nieco zaskoczyło. Dostałam pracę w szkole językowej, jako lektor języka angielskiego. Koło fortuny zaczęło się kręcić, a uśmiech coraz częściej pojawia się na mojej twarzy. 

Jak to się stało? Dlaczego na początku nic mi nie wychodziło?

Dobre pytanie. Najłatwiej byłoby powiedzieć - "nie wiem" - które to aż ciśnie się mi teraz na usta. Jednak chyba trochę wiem...

Byłam uparta i chciałam szybko stać się dorosłą. Popełniłam kilka błędów, wsiadłam nie do tego pociągu co trzeba. Ten ekspres doprowadził mnie do skraju rozpaczy, od którego jednak udało mi się odbić. Teraz już wiem, że powinnam była poczekać na pociąg osobowy (jednak nie ma to jak polskie REGIO~!). 

Czas mnie gonił i wyszło jak zwykle. Nie tak jak powinno.

Teraz stawiam na długoterminowe cele. Małymi kroczkami prę do przodu, bo wiem, że gdzieś tam na szarym końcu będzie oczekiwała na mnie wielka nagroda. Nagroda, którą już zaczynam dostrzegać. Na każdym kroku swojego życia. Życzliwi ludzie, moi przyjaciele i rodzina. Wsparcie jakie od nich otrzymuję jest dla mnie wielką nagrodą, a niewielkie sukcesy, które po drodze osiągam... dodatkowo mnie motywują do dalszego działania. 


Nie rezygnuj z wybranego przez siebie celu. Bądź cierpliwy. Poczekaj na swój własny pociąg, odnajdź odpowiedni klucz nawet jeśli miałby być tym ostatnim w całym pęku. Na końcu twej drogi czeka cię nagroda. Nagroda zwana twoim własnym życiem. Tym szczęśliwym i spełnionym! Pamiętaj, że czasem warto poczekać!

~.~

Artykuł bierze udział w wydarzeniu Karnawał Blogowy Kobiet (http://karnawalblogowykobiet.pl/). Temat #6 Edycji zaproponowany przez Aleksandrę Nowaczewską (www.aleksandra-nowaczewska.pl) to: “Umieć poczekać, czyli umiejętność odraczania nagrody

~.~

Źródło: 1, 2

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz