środa, 23 września 2015

To świat, w którym musimy żyć

Brak komentarzy

Będąc małą dziewczynką wyglądałam nocami przez wielkie okno zdobiące mój pokój. Okno wychodziło na ulicę, którą mogę obserwować już dzisiaj. Wówczas ta ulica wydawała mi się taka wielka, ogromna i mogłam łatwo się na niej pogubić... a to jeszcze nic! 

Kiedy unosiłam wzrok mogłam dostrzec nieśmiało migające gwiazdy oraz wielki księżyc. Zawsze mnie fascynowały i czułam swego rodzaju ukłucie niepokoju. Byłam przecież tylko małą pinezką, igłą w stogu siana, a świat otaczający mnie (choć ograniczał się głównie do jednego miasta) wydawał mi się być wielkim i przerażającym labiryntem.

Labiryntem pełnym potworów skrywających się tuż za rogiem, a pragnących zjeść małe dziewczynki i popić je ciepłą herbatą. Pełnym pułapek, które otwierały się akurat pod moimi nogami, a także wielu ślepych uliczek, które wyciskały łzy z moich oczu. Ten świat nie był najprzyjemniejszą rzeczą na świecie i szczerze mówiąc - raczej nie chciałam być jego częścią. 

Trzymałam się więc rodziców, chodząc z nimi zawsze za rękę. Jeśli już gdzieś wychodziłam, to nigdy nie zostawałam sama. A to przyjaciele na podwórku i nasze małe eskapady do pobliskiej rzeczki, ale jedynie tej najbliższej, która płynęła poprzez znane nam tereny, a to z rodzicami czy dziadkami gdzieś dalej, do sklepu czy restauracji. Nic wielkiego. Ot zapewnione poczucie bezpieczeństwa i jakoś się żyło.

A potem... potem dorosłam. 

Dorosłam i zaczęłam dostrzegać coś więcej niż tylko jedno, niewielkie miasteczko. Zaczęłam wychylać swój nos coraz dalej i dalej. Najpierw poznałam samotnie ulice Torunia, który to przestał być niebezpiecznym labiryntem, a zamienił się w bezpieczną przystań. To miasto, w którym nigdy się nie zgubię. Nie ważne, gdzie mnie los rzuci, zawsze znajdę drogę do domu i wiedząc to czuję się niesamowicie. Niczym bohater jakiegoś niskobudżetowego filmu fantasy. 

Potem była Polska wraz z jej wszystkimi skarbami. To wszystko za sprawą moich rodziców, którzy to postawili sobie za cel zobaczenie jak największej powierzchni naszego państwa. Cudze chwalicie, swego nie znacie - ot tak. Po prostu. Tyle mamy urokliwych miejsc w naszym małym państewku, że to się w głowie nie mieści. Tereny górskie, wybrzeże, ale i środek Polski. Wszędzie odnajdziemy jakąś perełkę. Wystarczy tylko dobrze patrzeć i podróżować (a przecież można to zrobić niewielkim kosztem). 

Aż wreszcie zaczęłam poznawać świat poza granicami naszego państwa - przepiękne Wilno, urokliwa Praga, przereklamowany Londyn, czy niezwykła Barcelona - to wszystko, a nawet i więcej już poznałam. Może nie tak jakbym tego chciała. Nie tak dokładnie, ale jednak. Odhaczone z mojej niewidzialnej listy marzeń. Zrobiłam to. Przeżyłam swój pierwszy lot samolotem i choć straszliwie się bałam... teraz wsiadam do niego jak do mojego ukochanego pociągu.

Teraz patrząc wieczorem przez okno... widzę tę samą ulicę, którą dziś znam na wylot. Ciągle ktoś się rozbudowuje, domy wyrastają na niej jak grzyby po deszczu, ale to wszystko nie ważne. Znamy się z nią jak łyse konie i nigdy nie przestaniemy kontynuować tej naszej przyjaźni. 

Kiedy jednak spoglądam w gwiazdy... wciąż czuję się maleńka, a jednocześnie wiem, że mój znajomy mieszkający zupełnie gdzie indziej, kiedy spojrzy w niebo zobaczy dokładnie to samo co ja (o ile znajduje się na tej samej półkuli ziemskiej). Te same gwiazdy i ten sam księżyc...

Ten świat jest ogromny, a jednocześnie taki niewielki. To on jest naszym domem i to o niego powinniśmy dbać. Zadbajmy o naszą Ziemię w taki sposób, by poczuć się na niej bezpiecznie. Oswójmy się z nią tak samo jak robiliśmy to z naszymi miastami, gdy byliśmy małymi dziećmi.

Źródło: 1

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz