wtorek, 13 października 2015

Okularnicy są piękni

Brak komentarzy

Noszę okulary od kiedy pamiętam, choć moi rodzice twierdzą, że rozpoczęłam promować tę modę, kiedy byłam jeszcze sześciolatkiem. Miałam wówczas niewielką wadę, pulchniutką twarz, dwa warkocze i różowe okulary, ale nie takie przez które świat wydaje się bardziej kolorowy, tylko te zwykłe, które niezwykle przeszkadzały w mym życiu codziennym.

Raniły delikatną skórę tuż przy nosku, a i oczy wydawały się być jakby większe i nieco bardziej zniekształcone. Byłam dzieckiem, grzecznym co prawda, ale nie rozumiałam dlaczego muszę katować się tym przyrządem niby to usprawniającym mi wzrok.

Z biegiem czasu przyzwyczaiłam się do codziennego rytuału zakładania ich na nos i czyszczenia, kiedy to już nic nie dało się przez nie zobaczyć. Przywykłam nawet do swojego w nich wyglądu, który to choć wciąż mi się nie podobał to jednak był mą codziennością. 

A co z zazdrością? Gdzieś tam była, schowana na skraju mego serduszka, widząc te wszystkie dziewczynki, które cieszyły się lepszym wzrokiem i jakoś tak dobrze wyglądały bez tego szpetnego elementu wyglądu. Ach jakże się złościłam (tam w duchu), że muszę je nosić. Nigdy jednak ich nie znienawidziłam!


Dzisiaj coraz więcej ludzi chętnie sięga po okulary. Często poza swą funkcją podstawową, pełnią rolę dodatku do ubioru, nadając noszącej je osobie uroku lub dostojnego wygórowania. Dla mnie są codziennością. Są pierwszą rzeczą, którą zakładam rano i ostatnią, którą zdejmuję wieczorem. Bez nich czuję się nieswojo, jakoś tak nijako.

Są moją tarczą, za którą mogę skryć me prawdziwe oblicze, jednocześnie będąc tym czym jestem. Są atutem i wadą, ale już porzuciłam swe pomysły zmiany ich na soczewki (głównie dlatego, że te wyszłyby mnie o niebo drożej niż okulary... moja wada jest zaskakująco wielka - niestety). Lubię swoje okulary i lubię to jak w nich wyglądam. Zaakceptowałam ten mały gadżet, a także siebie w nich.  Trudno byłoby mi żyć bez tej akceptacji, w końcu okulary są ze mną przez większość mego życia i już raczej zawsze ze mną pozostaną.


Znam jednak osoby, które okularów najchętniej by się pozbyły. Nie muszę szukać daleko, by rzucić odpowiednim przykładem - ot całkiem blisko, z mojego własnego podwórka - moja siostra. Ona również została zmuszona do noszenia okularów już w wieku przedszkolnym.

I wszystko było w porządku aż do gimnazjum. To tam zaczęła nieco bardziej zwracać uwagę na swój wygląd i okulary przestały jej się podobać. Na zdjęciach chowa je do kieszeni, jakby chowając swoje prawdziwe ja. Nie lubi siebie w okularach... a szkoda, bo wcale tak źle znowu nie wygląda.

Różne są jednak podejścia do sprawy okularników. Część z nich uważana jest za kujonów, inni z kolei wybili się z tej etykietki i odważnie stawiają kroki przed siebie, a ci ostatni korzystają z mody garściami. Okulary są ponadczasowe i zawsze będą modne. Wystarczy spojrzeć na te dziewczyny kupujące sobie zerówki by dodać sobie uroku.

Okularnicy są piękni. Wystarczy tylko, że spojrzysz na siebie w lustrze łagodnym spojrzeniem i potraktujesz tę część jak siebie samego.

Nosicie okulary? Jak długo? Zdarzyło Wam się pozazdrościć tym bez nich? A może jest zupełnie na odwrót? Chcielibyście nosić okulary? Kupiliście już zerówki? Nie ma nic złego w okularach. Mogą jedynie dodać nam uroku!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz