niedziela, 11 października 2015

Piątkowy miszmasz wyjątkowo w niedzielę! #11

Brak komentarzy
Skończyłam 26 lat i dokładnie tego dnia z ubolewaniem w sercu pożegnałam się ze zniżkami PKP. Teraz trochę po kieszeni dostanę za to jeżdżenie do Bydgoszczydwa razy w tygodniu, choć powinnam się cieszyć, że tylko tyle razy. No i oby więcej nie było. 


W piątek wzięłam też udział w maratonie pięciokilometrowym i... dobiegłam. Ledwo, bo ledwo ale udało się. Do teraz próbuję się poskładać! Dokładnego wyniku jeszcze nie znam, ale myślę że koło 36 minut jak na pierwszy raz to wynik całkiem niezły. Poniżej 40. Jestem zadowolona, bo trzeba dodać, że ostatnio nie biegałam zbyt często.

Z tym bieganiem to tak różnie u mnie. Często zapał jest, ale niewystarczająco duży niestety. Zawsze znajdzie się gorsza lub lepsza wymówka na pozostanie w domu. A to za ciemno, za zimno, a to nie ma czasu lub jestem zbyt zmęczona. Innym razem będzie kobieca przypadłość czy inne przeziębienie. Zawsze znajdzie się coś lepszego do roboty niż bieganie. 

Jednak, kiedy wreszcie odnajdę motywację to nawet przyznam się po cichu - że nawet to lubię. Zabawna sprawa jak to człowiek może zmienić myślenie... od nienawiści do miłości (choć ja jestem jeszcze gdzieś po środku tej drogi).

Jak tam u Was ze sportem? Biegacie? Pływacie? A może robicie coś innego? Zawsze to lubiliście robić czy, tak jak w moim przypadku się stało, zmieniliście nastawienie w trakcie swych treningów?


Potem cudowny dzień z moimi laseczkami, które to poprawiają humor w każdej możliwej odsłonie. Partyjka DIXIT z kupą śmiechu do tego i miły wieczór w gronie rodzinnym. Jeszcze dzisiaj obiad z dziadkami i pełen relaks, a od jutro znów wracam na odpowiednie tory.

Mała dygresja:

Właśnie męczę się z bibliografią do mojej pracy magisterskiej i czuję że to jak walka z wiatrakami. Nie widzę sensu w przygotowywaniu jej na samym początku. Owszem fajnie jest mieć kilka pozycji gotowych do akcji, ale co z tego że gdzieś tam je mam, skoro najprawdopodobniej w ogóle z nich nie skorzystam? Zdecydowanie bardziej lubię robić bibliografię w trakcie pisania. Wówczas, kiedy korzystam z odpowiedniego źródła to ciach  - wpisuję je również do strony z moim osobistym koszmarem. Nie ma problemu... dlatego nic i nikt mnie nie przekona, że sensownie jest przygotować ją zanim w ogóle zacznę pisać.  

Jak to u Was bywa z bibliografiami? Też oblewa Was zimny pot na samą myśl o nich?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz