Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Chce mi się!

Są takie dni, kiedy nic mi się nie chce. Najchętniej zaszyłabym się pod kołderką przez cały dzień i nawet zignorowała rozpaczliwie patrzącego na mnie czworonoga, który już za potrzebą potrzebuje wyjść. W takie właśnie dni wyrzucam sobie, że jestem leniwcem kanapowym, który najchętniej jadłby, pił i spał. Niemalże niczym pies... och jakże wtedy żałuję, że jednym nie jestem! 

Dni nastawionych na "nie chce mi się" jest zdecydowanie więcej niż tych drugich, pełnych energii, uśmiechu i radości, a szkoda. Przyznaję się bez bicia, że zaczęłam starać się by to zmienić. Zobaczymy co z tego wyniknie, a na razie...

CHCE MI SIĘ!


Dzisiaj wyjątkowo mi się chce! Wstałam za pięć ósma i od razu poszłam eksperymentować w kuchni. Wczoraj wieczorem naszła mnie ochota na gofry. Zrobiłam je więc i choć bawienia się z tym na godzinę to z zadowoleniem obserwowałam efekty swej pracy (pierwsze śliwki robaczywki oczywiście). 

Potem pobiegłam na spacer z psiakiem, który z radością wykorzystał ten czas na kopanie w śniegu i zabawę nim, ku rozpaczy swej właścicielki. Chwila moment i już mieliśmy czerwone policzki i nosy (choć cieplej dzisiaj zdecydowanie).

Po powrocie szybka kąpiel i kawa przy ulubionym serialu (który nawiasem mówiąc dzisiaj mi się skończył). Jeszcze tylko sprawdziłam, czy aby na pewno wszystko mam przygotowane do pracy, uzupełniłam zmywarkę i posprzątałam kuchnię, a teraz niecierpliwie czekam na godzinę trzecią.

Zostały mi dwie godziny! Wyobrażacie to sobie? Dwie godziny, by w spokoju pójść do pracy. Wcale nie na wariata tak jak zwykle, tylko spokojnie i dostojnie. Nawet mi nie straszny samochód, który może w każdej chwili zaniemóc (akumulator daje mi się we znaki ostatnio). A co! Buzia sama się uśmiecha. 

Nawet tańczyć mi się zachciało, choć zwykle tego nie robię, bo tancerka ze mnie żadna. Dzisiaj jest dobry dzień i oby taki pozostał!

Jak tam Wasze humory w ten śniegowy jeszcze poniedziałek? 
Dopisują, czy dopadła Was depresja po-długo-weekendowa? 
Nie dajcie się jej! Z uśmiechem przez życie kochani!

czwartek, 22 września 2016

Świat trampolin - sposób na dodatkową energię!

Postanowiłam spróbować raz jeszcze wygrać ze swoją słabą wolą. Wyćwiczyć ją i pokonać swoje słabości. Rozpoczęłam więc całkiem niewinnie, od ograniczenia sobie słodkiego i fast foodu (który ostatnimi czasy stał się niemalże mą codziennością). Do tego z pomocą przyszedł mi tata i namówił mnie do powrotu do biegania. Dwa treningi już za mną. Pierwszy był świetny - biegało mi się znakomicie. Drugi dużo gorszy... dlaczego? 


Ponieważ dzięki mym postanowieniom, zdecydowałam się odkryć Toruń z nieco innej strony. Groupon pomógł mi w tym całkiem skutecznie. Przypadkiem natknęłam się tam na JUMP ARENĘ. Zdjęcia przekonały mnie do zakupu i wypróbowania tej atrakcji. Świat trampolin to coś co już od dawna chodziło mi po głowie - zazwyczaj wracając na moment za każdym razem, gdy widziałam jakąś w czyimś ogródku i znikając chwilę później. 
Podjęłam więc spontaniczną decyzję i zakupiłam wejście dla dwóch osób na całą godzinę. Kupon był ważny przez całe 3 miesiące, ale ja nie zamierzałam tak długo zwlekać. W kilka minut ma siostra została wciągnięta do mego niecnego planu i we wtorek wybrałyśmy się tam z nieco mieszanymi uczuciami. Za równo podekscytowane, jak i niepewne tego czego mogłyśmy się tam spodziewać. W końcu miał to być nasz pierwszy raz!


Przywitała nas masa trampolin. Od małych kwadratów, przez długie i prostokątne, po zabawę w kosza (która nawiasem mówiąc wcale nie jest taka łatwa... wrzucić piłkę w obręcz skacząc przy tym na trampolinie wymaga sporo skupienia). Tych trampolin było ze 30, choć mogę się mylić. Nie miałam czasu na liczenie. Zbyt dobrze mi się na nich skakało. Sympatyczni instruktorzy służyli pomocą i popisywali się robiąc przeróżne ewolucje, do których mnie było daleko. Bardzo daleko...

Godzina skakania wydobyła ze mnie siódme poty i nie przesadzę mówiąc, że byłam bardziej mokra niż po godzince biegania. Na dodatek pracowały tu wszystkie mięśnie i następnego dnia ledwie mogłam podnieść się z łóżka. Tak mnie wszystko bolało i choć dziś jest dużo lepiej, to wciąż odczuwam delikatne zakwasy.

Zabawa była przednia i choć wyszłyśmy zmęczone to szczęśliwe. Na pewno tam wrócimy, zwłaszcza że godziny otwarcia są całkiem ludzkie - od 9.00 do 21.00. Dodam jeszcze, że pół godziny skakania starczyłoby w zupełności, ale godzina minęła nam równie szybko. Jedyny minus to system naliczania tej godziny. Jest dokładnie taki sam jak na basenie. Trzeba więc sobie odliczyć te 10 minut na przebranie się i wysuszenie włosów.

Nie zapomnijcie też skarpetek antypoślizgowych (możecie je jednak zakupić na miejscu za 5 złotych i nie są one jednorazowe).

Mieliście okazję wyszaleć się już na trampolinach? Odwiedziliście takie miejsce? Chcielibyście to zrobić? Warto! Energia rozpiera potem przez cały dzień!