sobota, 23 maja 2015

Piątkowy miszmasz na sobotni wieczór #6

12 komentarzy
W ten sobotni wieczór przychodzę z podsumowaniem mojego tygodnia. Tym razem nie było w nim tak dużo pozytywnego myślenia jak w poprzednim. Uznałam, że źle zrobiłam przerywając eksperyment. Wrócę do spisywania tych pozytywnych myśli z każdego dnia od poniedziałku, bo inaczej będę co chwila przeżywała porażki - co skutkuje u mnie napadem na słodkie (niestety).

~.~

Szkoła językowa, w której pracuje ma swoją tradycję. Co roku organizuje kończącą imprezę dla dorosłych słuchaczy i lektorów (rzecz jasna). Tego roku miałam przyjemność w niej uczestniczyć. Przyznam szczerze, że nie chciałam tam iść. Nie mogłam jednak wystawić mojej grupy, z której aż 3 osoby odważyły się pojawić.

Zawsze obawiałam się, że kiepsko tłumaczę gramatykę. Nigdy nie byłam w niej dobra i czasem sama się jeszcze mylę, a mam ją wykładać. Bałam się tego i szczerze mówiąc trochę odwlekałam sprawę, a kiedy już nadchodził ten moment na lekcji robiłam to z niepokojem w sercu. Na domiar złego, gdy tylko widziałam ich niepewne miny panikowałam. Jednak w ich odczuciu jest zupełnie inaczej, co mnie niezmiernie zaskoczyło. Uważają, że tłumaczę gramatykę lepiej niż poprzednia lektorka, która ich uczyła. Na dodatek na zajęciach było sztywno i nikt nie chciał się odzywać.

Mile mnie zaskoczyli twierdząc, że chcieliby bym i w przyszłym roku poprowadziła dla nich zajęcia. Zobaczymy. Może da się coś takiego zrobić... wszystko zależy od tego czy otrzymam przedłużenie umowy, czy też nie.

Trzymajcie kciuki!

~.~

Wreszcie odebrałam swój dyplom licencjacki z UAM! Jednakże... mam pracownicom "przyjaznego dziekanatu" wiele do zarzucenia. Swój egzamin zdawałam we wrześniu 2014 roku. Do lutego tego roku mojego dyplomu nawet jeszcze nie było. Kiedy zadzwoniłam do nich przed moim wyjazdem do Poznania, otrzymałam zapewnienie, że wszystko już jest. Czeka w gotowości do odbioru. Żyć nie umierać. Wskoczyłam w pociąg i dwie godziny później byłam na miejscu.

Niestety... czekała mnie niemiła niespodzianka. Dyplom był. Cały i kompletny... brakowało tylko odpisów w wersji angielskiej do mojego dyplomu. Podpisałam papiery, a pani obiecała przesłać mi resztę pocztą. Tu dwa nękające mnie pytania - czy nie można było powiedzieć przez telefon, że jeszcze nie wszystko jest gotowe? I drugie - jechałam tylko, by podpisać świstek o odbiorze dyplomu. Czy naprawdę nie można tego było zrobić jakoś inaczej? No bo skoro odpisy mogą przylecieć pocztą, to dlaczego nie reszta?

Biurokracja jest do dupy.

~.~

Nie mniej jednak to w Poznaniu będąc i włócząc się po nim odrobinę znalazłam księgarnię, która miała 50% zniżki na cały swój asortyment. Nie byłabym sobą, gdybym z tego nie skorzystała. Zakupiłam 3 książeczki i zapłaciłam 50 złotych. Jestem zadowolona i niezwykle raduje mi się buzia. Znów powiększyłam swoją małą kolekcję książek, która pnie się w górę z każdym nowym miesiącem. Zaczyna brakować mi miejsca na książki i dochodzę do wniosku że pozwolę wieżom piąć się w górę aż dotkną sufitu.

Jak u was wygląda sprawa z książkami? Których jest u was więcej - tych w wersji pdf czy tych dużych i pachnących? 

Ja jestem zdecydowanie miłośnikiem papierowych wersji książek. Tych, które mają w sobie duszę i aż zapraszają do swojego małego świata.

~.~

Sesja zbliża się wielkimi krokami. Pierwszy egzamin mam już w środę, a gdzie są moje myśli? Wszędzie tylko nie przy tej przeklętej sesji. Najchętniej już miałabym ją za sobą. Nie mam kompletnie ochoty do nauki.

Co więc robię? Zajęłam się nauką japońskiego, naskrobałam opowiadanie na konkurs i znalazłam sobie dwa kolejne, gdyż wydają się interesujące. Układam też realny plan wyjazdu do Tajlandii i znalezienia tam pracy (mimo, że wiem iż zanim to zrobię minie jeszcze trochę czasu - trzeba zacząć zbierać fundusze i skończyć studia). Wychodzę na spacery, jeżdżę na rowerze, spotykam się z kumplami i spędzam czas z rodziną.  Robię wszystko, tylko nie to co powinnam. Zawsze przed sesją staję się nadzwyczaj produktywna.

A jak jest z wami? Macie już jakieś sprawdzone sposoby na zwalczanie tej produktywności? Może potraficie ją przekierować na odpowiednie tory? 

Pomoc potrzebna od zaraz!

Wyborczej niedzieli życzę wam wszystkim i najlepszego nadchodzącego tygodnia! Sprawmy by końcówka maja okazała się najlepszą częścią tego miesiąca!

12 komentarzy :

  1. Ja swojego nie odebrałam od 2013 roku :) Nie jest źle ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do książek to więcej jest u mnie tych w wersji papierowej. Pdf męczą moje i tak wrażliwe oczy. Powodzenia w nauce japońskiego! U mnie niedziela już upłynęła wyborczo, zobaczymy jakie będą wyniki ;) Pozdrowionka :) Megly (megly.pl)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety, jeszcze nie jestem na swoim, więc nie mogę sobie pozwolić na wydatki książkowe, ale od czerwca mam zacząć pracować i już sobie postanowiłam, że raz na miesiąc kupię sobie książkę lub dwie, bo chciałabym jednak wrócić do papierowej formy czytania :)
    O no i widzisz, ty siebie krytykować, gdy okazało się, że jesteś lepsza od poprzedniej lektorki, więcej wiary w siebie!(i kto to mówi)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo często jest tak, że w siebie nie wierzymy. Mamy sobie wiele do zarzucenia choć czasem jest to niezgodne z prawdą. Ale to wspaniałe uczucie kiedy ludzie dodają nam otuchy i doceniają nasza pracę. To bardzo nas uskrzydla i mam nadzieje, że i tak będzie z Tobą. Tego z całego serca życzę :*
    Co do tej całej biurokracji no cóż, dla mnie pojawianie się w sekretariacie mojej uczelni to zawsze było zło konieczne. Jeśli nie musiałam się tam pojawiać to nie wchodziłam, bo te panie i ich nastawienie wołało o pomstę do nieba ... dla człowieka najprostsza sprawa przez nie była traktowana jako ta, której nie można załatwić od ręki tylko trzeba robić to przez posłów, osłów ...
    Uwielbiam książki i też je zbieram :D ale to chyba najcudowniejsza forma zbieractwa! :) marzy mi się piekna biblioteczka, kiedy będe miała już swój dom :) mimo wszystko książka, szelest papieru, ten zapach to jest to co w czytaniu również uwielbiam :)


    Pozdrawiam! :) i pozytywnego tygodnia życze! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow! Też zawsze chciałam nauczyć się Japońskiego :) Jednak mam problem z angielskim, ogólnie do języków obcych jestem noga... Chociaż podróż do Japonii marzy mi się od dziecka. Co do książek to zdecydowanie wolę te pachnące :) Kiedyś wcale nie wyobrażałam sobie, jak można czytać na komputerze/czytniku/telefonie. Teraz dużo książek tak czytam. PDF-y całkiem złe nie są ;) Książek mam strasznie dużo i niekiedy już zastanawiam się, co z nimi robić. Jednak nie znoszę ich wyrzucać, już wolę puszczać w obieg. Ojj... zazdroszczę Ci, że masz powera, żeby te wszystkie rzeczy robić, tzn. jeździć na rowerze itd. Ja ostatnio dużo czasu spędzam w domu, ale to w sumie dlatego, że muszę... Mam nadzieję, że to się jak najszybciej zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że sporo się u Ciebie dzieje. Co do "produktywności" - u mnie sprawdza się najlepiej żelazna zasada. Układam plan pracy i zakładam sobie, że coś muszę zrobić danego dnia. Wiadomo, serial kusi, książka fantasy ma ładną okładkę, ale najtrudniej jest zacząć. Więc po prostu zmuszam się, żeby zacząć, a potem to już leci. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha, dzięki za pocieszenie :D Pewnie mojego też bym nie odebrała, gdyby nie był mi potrzebny do podyplomówki :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam to samo. PDFy męczą mnie ogromnie. Poza tym wolę czerpać przyjemność z przewijania kartek i wdychania zapachu papieru. Do tego jeszcze odrobina dobrej herbatki i może małe co nieco. Mhm :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobry plan. Też taki raz miałam, póki co odczuwam często zrywy, w których to kupuję na raz więcej tytułów, a potem czekam aż się mi skończą. Aż je wreszcie przeczytam :)

    No właśnie... sama byłam tym zdziwiona, ale co zrobić. Często nie widuję w sobie tego co powinnam. Masz rację! Wiara w siebie to podstawa. Podstawa nad którą musze popracować :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie słowa dodały mi sporo pewności siebie i podniosły na duchu. Choć i tak nie czuję, bym była aż taka dobra, jak mnie przedstawiają. Mimo to staram się wciąż i na nowo budować swoją wiarę w siebie. Z różnym skutkiem, acz częściej jest on pozytywny.
    Ech te dziekanaty to chyba wszędzie tak samo człowieka traktują. Żeby zrezygnować ze studiów w Gdańsku musiałam się tam pojawić 3 razy, a potem jeszcze chciano mnie wrobić w 4 ale wówczas się zbuntowałam i nagle okazało się, że można mi przesłać dokumenty i indeks pocztą. Szkoda, że nie wiedziałam od tym od samego początku. Szlag człowieka trafia, gdy tam się idzie... Podpisuję się obiema łapkami pod twoimi słowami - zło konieczne.
    Cudowna forma zbieractwa, gorzej z miejscem na nie. Biblioteczka własna... też mi się to marzy. Może kiedyś uda się to spełnić. Trzymam za ciebie kciuki!

    Pozytywnego tygodnia! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj tam, wystarczy odrobina chęci i próba. Japoński jest dość łatwy. Zwłaszcza, kiedy oglądasz dużo anime czy dram japońskich. Ja się łapię na tym, że nie mając napisów wiem o co chodzi, a to już duży krok na przód. Potem trzeba tylko dojść do tego jak się używa odpowiedniej konstrukcji. Zaraz noga... łatwiej się nauczyć języka, jeśli jest to twoją pasją. U mnie wiąże się to z planami na przyszłość - podróż do Japonii, może praca tam? Zobaczymy czy się uda.
    PDF-y może nie są złe, ale ja wciąż nie mogę się do nich przekonać i przyzwyczaić. Często rozprasza mnie wszystko naokoło takiego pdf-a i po chwili czytam to samo zdanie 10 raz i nie rozumiem go...
    Trzymam kciuki za to, by się to szybko zmieniło. Pogoda taka piękna, że aż zal jej nie wykorzystać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Może i sporo, ale nie z takim skutkiem, jakiego bym chciała. Najczęściej zaczynam coś i szybko się rozpraszam. To straszne niestety, ale masz rację. Czas zacząć się nieco pozmuszać :) Może przyniesie efekty. Zastosuję się do rady :D

    OdpowiedzUsuń