piątek, 5 czerwca 2015

Piątkowy miszmasz #7

6 komentarzy

Czerwiec przywitał nas prawdziwą, letnią pogodą, która to otwiera sezon grillowy na poważnie. Do tego wycieczki rowerowe oraz długie spacery, czyli robienie wszystkiego byle tylko się nie uczyć. Czerwiec to również, dla nas studentów, czas łez, potu i zgrzytania zębami. Widmo nadchodzącej sesji (bądź już trwającej - jak w moim wypadku) przyprawia nas o nieprzyjemne dreszcze i doprowadzanie prokrastynacji do perfekcji. Ja również jej uległam i jakoś wcale mi z tego powodu nie jest żal.

Pierwszym punktem zwiastującym nadchodzący czerwiec był Festiwal Kolorów, który to zbiegał się niemal z dniem dziecka. Toruń zabarwił się wszystkimi kolorami tęczy w ostatnim dniu maja, by w ten sposób pożegnać ten miesiąc i zaprosić do wspaniałej zabawy w gorącym czerwcu. Była głośna muzyka, która bynajmniej nie przypadła mi do gustu - niestety. Było rzucanie się kolorowym proszkiem, a jego efekty możecie podziwiać powyżej, a co potem? Wędrówka ulicami Torunia i straszenie ludzi swoim wyglądem. Większość z nich patrzyła na nas jak na chorych ludzi. Trudno. Nam się podobało! W życiu potrzeba trochę szaleństwa!
Jak tam z waszym szaleństwem? Pozwalacie sobie na nie od czasu do czasu? 
Potem nadszedł pierwszy tydzień czerwca, który obfitował w niespodzianki. Najpierw zmieniający zasady zaliczenia w ostatniej chwili profesor, który zdołał tym samym podburzyć całą rzeszę studentów. Mogę jednak nazwać się szczęściarą, bo dzięki staraniach mojej przyjaciółki - mój esej został oceniony bez konieczności obrony go przeze mnie osobiście! Tym samym sposobem, nigdy nie miałam okazji zobaczyć profesora na żywo i raczej już nie spotka mnie ta wątpliwa przyjemność. 
Następnie nadeszła środa, a tam dwa egzaminy jednego dnia. Niby proste, ale dreszczyk emocji został do końca. Jednak już wiem, że nie było czego się obawiać. Zaliczone! Tym samym mam z głowy najgorszą część tegorocznej sesji. Teraz tylko pozostaje wykuć się na dwa pozostałe egzaminy i... witaj ostatni roku magisterki!


Natomiast czwarty czerwiec upłynął mi pod znakiem grillowania - pierwszy raz w tym roku! Było smacznie, przyjemnie i bardzo rodzinnie. Następnie chwila relaksu podczas spaceru w lesie, gdzie też Tomo miał okazję się sprawdzić. O dziwo nawet bez smyczy pilnował się jako tako. Od czasu, kiedy mi zwiał trochę obawiam się spuszczania go z niej, ale i tak to robię. Do odważnych świat należy!

Na sam koniec proponuję kilka rozmówek między mną, a moją siostrą, choć nie wiem czy jest się czym chwalić. Może chociaż mordka wam się uśmiechnie!

Ola (świeżo upieczony kierowca w moim mniemaniu) wjeżdża na lewy pas aby skręcić w lewo.
Ja: Teraz skręć w lewo.
Ola (z niedowierzaniem): Mówisz?
Ja: Mówię.

Idąc przez Toruńską starówkę. Nie stąd ni zowąd spadam nieco z chodnika i wygląda to tak, jakbym się potknęła. To nie jest znowu takie rzadkie u mnie, toteż Ola komentuje.
Ola: Znowu się potknęłaś?
Ja: Nie potknęłam się, tylko stopa mi spadła z chodnika.
Po tych słowach nastała chwila ciszy, a moja siostra uniosła lekko brew do góry, zastanawiając się, czy w ogóle jest sens rzucania jakiegoś komentarza. 

W tym tygodniu postawiłam również na załatwienie formalności związanych z moim wyjazdem do Exeter. Nie było to tak łatwe, jak mi się wydawało gdyż procedury w firmie, z którą jadę zmieniły się odrobinę. Nie omieszkali mnie o tym poinformować... tyle że już po fakcie.

Mianowicie, poproszono mnie o uzupełnienie kontraktu swoimi danymi (wraz z danymi konta bankowego) oraz przesłanie ich skanów im na maila. Uczyniłam to jak tylko uzyskałam zaświadczenie o niekaralności. Następnego dnia otrzymuję od nich pięknego maila, że wszystko świetnie, tyle że powinnam uzupełnić swoje dane elektronicznie, a nie ręcznie. W zeszłym roku nie mieli z tym problemu, w tym coś się zmieniło. Szkoda tylko, że nie raczono powiadomić o tej zmianie wcześniej.

Czasem zastanawiam się, jak to jest w ogóle możliwe, by niemiecka firma była aż tak niezorganizowana. Widocznie wyjątki potwierdzają tylko regułę. Zaczynam wierzyć, że w ich wykonaniu już nic mnie nie zdziwi.

Jak wam minął pierwszy tydzień czerwca? 
Przygotowania do sesji wrą? 
Uprawiacie prokrastynację?

6 komentarzy :

  1. Ale uśmiechnięta i pozytywna z Ciebie dziewczyna. U mnie w miasteczku nie ma Festiwalu Kolorów niestety. Najbliżej chyba w Krakowie. Sesja pójdzie dobrze - dreszcze niech idą na bok :D Ja też już w czerwcu grillowałam - pogoda dopisuje. Było pysznie :) Mam nadzieję, że z niemiecką, nieogarniętą firmą jednak wszystko się załatwi pomyślnie :) U mnie weekend mija aktywnie - baseny, rowerki - ciekawe ile wytrzymam :D Póki co mam zakwasy :( Pozdrowionka serdeczne :) Megly (megly.pl)

    OdpowiedzUsuń
  2. u nas w miescie był festiwal kolorów, ale nie brałam w nim udziału. Natomiast nagrywając ślubny teledysk razem z moim mężem obrzucaliśmy się tym kolorowym proszkiem, więc wiem, że zabawa jest przednia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałam zmobilizować rodziców, żeby się na festiwal przejechali, ale oczywiście zmarudzili, że im się nie chce. Pfff. Przygotowania do sesji powinny wrzeć ale uprawiam prokrastynację hahaha :D Nie no, coś tam robię... trochę... :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję. Staram się jak mogę by tryskać energią! Jak będziesz miała okazję spróbuj chociaż rzucania się kolorowymi proszkami. Świetna zabawa i wiele śmiechu. Dobry sposób na upalny dzień z przyjaciółmi. Sesja na razie zaliczana, zobaczymy co będzie dalej. Miłego sezonu grilowego :D
    O ja cie to rzeczywiście aktywnie. Zakwasy miną, a satysfakcja zostanie. Tylko się nie przetrenuj, kochana! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak, ja nie sądziłam że to aż tak fajne, a przecież niby nic takiego co nie? Ot kolorowy proszek i możliwość ubabrania się nim. Człowiek czuje się wówczas niczym dziecko :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahaha prokrastynacja jest straszna. Modne słowo co prawda, ale każdy zna ją aż za dobrze. Powodzenia na sesji, mam nadzieję że wszystko pójdzie Ci jak z płatka :) Mi się póki co udaje ślizgać :P

    OdpowiedzUsuń