czwartek, 10 września 2015

Wędrując po dżungli - Pani da dwa złote na chleb...

Brak komentarzy

Te stworzenia znajdziesz na uczęszczanych ulicach. Czasem chowają się po kątach, a ciemne zaułki to ich ulubione kryjówki. Wieczorami rozkładają się na dworcach lub na ławkach w parku i nawet nie zauważają już blasku gwiazd. W chłodne dni szukają schronienia, czasem uwijając sobie gniazdko w ciepłych poczekalniach na dworcach kolejowych, albo też znowu owijają w stare, zszargane koce i starają się przeżyć.


Najczęściej nie pracują i tej pracy nie szukają. Jest im dobrze na ulicy. Zawsze znajdą przecież takiego Kowalskiego czy innego Nowaka, który podrzuci im złotówkę, czy dwa. Mogą więc spokojnie żerować na naiwnym społeczeństwie o dobrym sercu, bo przecież te pieniądze nie pójdą wcale na chleb. Co to, to nie! Gdzieżby znowu! Przecież oni nawet głodni nie są...

Alkohol. 

Najlepiej pół litra, by przenieść ich na chwilę do nieba. Z braku laku i Jabol potrafił zdziałać cuda! Ten eliksir pozwala im oderwać się od szarej rzeczywistości i popłynąć na jego fali. Być może mają po nich piękne sny, albo przynajmniej nie myślą o tym co czeka na nich za rogiem. Żyją z dnia na dzień. Cieszą się chwilą, jednocześnie marnując swoje życie. 

Nie mają przyszłości. Żyją teraźniejszością, albo jeszcze gorzej... utknęli w pewnym punkcie przeszłości (tylko sobie znanym) i nie mają odwagi ruszyć dalej. Nie potrafią zrobić pierwszego kroku i wyjrzeć za róg. Obawiają się, że nie będzie tam czekało na nich nic dobrego. Nie chcą narażać się na większe nieszczęście, wolą swój znajomy grajdołek niż niepewną przyszłość.

Sami siebie skazują na taki los, a my im tylko w tym pomagamy...

Nie zliczę już razów, kiedy to dałam się nabrać na to nieszczęsne dwa złoty. Ta żałosna mina, błagający wzrok i podarte ubranie. To wszystko przez pewien czas ściskało mnie za serce. Nabierali mnie. Robili w balona, później radośnie biegnąc do Żabki czy innej Biedronki i kończąc z najtańszym Jabolem w dłoni. Zgrzytałam wówczas zębami i zaciskałam mocno pięści. Nie rozumiałam tej ludzkiej obłudy. Nie rozumiałam, dlaczego to robią. Przecież są głodni, do cholery! Przecież chcieli na chleb!

Później przestałam dawać pieniądze, zamieniłam to na bułkę czy inną kiełbasę. Co się zmieniło? Otóż jedynie jedna rzecz - może nie mieli na alkohol, za to moje dobre serce rozpadało się na kawałki za każdym razem, gdy zobaczyłam tę moją bułkę, leżącą gdzieś na ziemi. Lub z innej beczki - brak tego biedaka przed sklepem. Znikali, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Znikali, a ja jak głupia stałam z tym jedzeniem, przez dłuższą chwilę szukając ich wzrokiem.

Dziś jestem obojętna na ich krzywdę. Jestem obojętna na ten łani wzrok i brudne ręce. Nie daję się już tak nabrać i uważam, że robię tym samym więcej dobra niż zła. Być może, w którymś momencie taki człowiek się opamięta? Być może, nie dostając ode mnie tych przeklętych dwóch złotych, pójdzie po rozum do głowy i odważy się zrobić pierwszy krok? 

Może... choć, żeby tak się stało, nie tylko ja musiałabym zaprzestać ich sponsorować. Żal mi takich ludzi, ale jednocześnie jestem na nich wściekła. Jestem wściekła, że nie potrafią wziąć życia w swoje ręce i coś z nim zrobić. Wiem, że to nie takie proste, ale bez chęci do niczego nie dojdziemy. Chęci to już połowa sukcesu, a reszta? To połączenie ciężkiej pracy i nutki szczęścia. 

Nie dajcie się dłużej nabijać w bambuko. Wbrew pozorom zrywając z odruchami dobrego serca, być może pomożecie choć niewielkiemu odsetkowi tych biednych ludzi. Może któryś z nich się opamięta i odnajdzie swoją przyszłość. Szczerze chcę w to wierzyć.

Ile razy Wy zostaliście na lodzie? Ile razy udało się im nabrać Wasze dobre serca? Co o tych nieszczęsnych stworzeniach uważacie?  

Źródło: 1

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz