środa, 27 maja 2015

Lumpeks - kraina radości!

17 komentarzy

Secondhandy, ciucholandy czy lumpeksy - to tylko jedne z popularnych określeń tych przybytków, do których rzesza kobiet ciągnie starając się znaleźć coś modnego, wygodnego i na każdą kieszeń. Nie raz i nie dwa spotkałam się z kobietą ubraną od stóp po sam czubek głowy w ciuszkach z drugiego obiegu. Noszone, nie zawsze oznacza złe i zniszczone.

Część osób przekonuje, że w lumpeksie możesz ubrać się dobrze, za niewielką cenę, jednocześnie wyławiając z nich perełki - ciuszki jeszcze z metkami. Czyż to nie gratka? Wejść do sklepu z budżetem 50 zł i wyjść z niego bogatszym o 6 szmatek?

Toż to istny raj dla zakupoholiczek. Kobiety prześcigają się w nowych zdobyczach i coraz chętniej chwalą się całemu światu faktem, że ich ciuszek został zakupiony w lumpeksie. Zachęcają tym samym pozostałe panie do chociażby jednego razu w takim sklepie. Bo co złego jest w noszonym ciuszku, jeśli jego jakość wciąż utrzymuje poziom? Co złego jest w tym, że nie stać nas na zakup markowej szmatki? 

Nic, choć są i przeciwnicy lumpeksów. Ludzie, dla których marka to wszystko. Ludzie, którzy uważają, że ciuch z odzysku to śmieć. Nie potrafiący zrozumieć jak można nosić coś takiego, bo przecież to niczym przestępstwo. Jak to? W końcu nie chcesz stracić twarzy, co nie? 

Na szczęście takich ludzi jest coraz mniej (mam nadzieję) i coraz rzadziej można spotkać się z krytyką swojego stroju. Teraz szybciej napotka się zdziwienie i zaciekawienie, bo coś tak fajnego można znaleźć w lumpeksach. Na pewno dodaje to kobietom pewności siebie i pozwala im zaplanować swoje nowe łowy.

Jednak, aby rzeczywiście znaleźć coś w ciucholandzie, należy mieć całkiem pokaźną gamę sztuczek. Przede wszystkim na łowy należy pójść gdzieś w połowie tygodnia, kiedy to ceny nie są jeszcze najniższe i wciąż można wyhaczyć całkiem niezłą sztukę. Wówczas zaczyna się prawdziwa zabawa. Nie mogłybyśmy nazwać się Polkami, gdybyśmy nie spróbowały tak ukryć naszej szmatki, by inna kobietka jej nie odnalazła wśród innego rodzaju ciuszków. Kiedy już uda nam się ta sztuka, spokojnie czekamy do dnia totalnej wyprzedaży. Ten dzień jest dla nas prawdziwą nagrodą za cały trud włożony w owe polowanie. Wreszcie możemy zakupić nasz cudowny ciuszek, a potem już tylko włożyć go na siebie i pławić się w komplementach naszych przyjaciół. Czyż to aby nie za proste?

Brzmi pięknie, ale rzeczywistość jest nieco bardziej przygnębiająca. Przynajmniej dla mnie. Żeby cokolwiek sobie wyszukać w takim sklepie trzeba mieć stalowe nerwy, uzbroić się w cierpliwość i brać poprawkę na to, że jeden raz nie wystarczy. Dodatkowo sklep nie zachęca do powrotu. W niemalże każdym lumpeksie czuć stęchlizną, a kobiety przepychają się przy wieszakach. Szperają w nich w takim tempie, że czasem zastanawiasz się, czy cokolwiek jeszcze widzą. A może już dawno zamieniły się w roboty? Wcale by mnie to nie zdziwiło! Dochodzi jeszcze problem rozmiaru oraz przymierzalnia. Nie często chce się przymierzać ciuch w małej, ciasnej klitce. 

Natomiast zawodowe lumpo-szukaczki nie przymierzają. Łapią tylko szmatki garściami i dumnie kroczą ze swą zdobyczą do kasy. Nie ważne, że później najprawdopodobniej nie zmieszczą się w dany ciuszek. To nic, że tak naprawdę to nie ich styl. Co z tego, że szmatka stanie się jedynie kolejnym śmieciem w ich garderobie? Najważniejsze, że mają swoją chwilę triumfu. Niech inne patrzą i zazdroszczą. Niech zgrzytają zębami. Tym razem wyjdą z ciucholandu z fiaskiem!

To straszne, że ludzie potrafią się tak zmienić pod wpływem zakupów - i nie chodzi tu tylko o lumpeksy, ale i o tak zwane 'noce zakupów', podczas których człowiek zamienia się w zwierzę. To coś niesamowitego, trudnego do pojęcia, ale tak działa ten świat. Niestety raczej już go nie zmienimy. A szkoda.

A co wy sądzicie o ciucholandach? Kupujecie w nich garściami? Zdarzyło wam się wyłowić już coś niezłego? Może jesteście przeciwnikami tych sklepów?

17 komentarzy :

  1. Moja babcia się w tym specjalizuje, czasem przyniesie mi coś ciekawego. Ja nie mam do tego cierpliwości, ale też potrzeby - świetnie sprawdza się u mnie minimalistyczna garderoba z kilkoma sprawdzonymi zestawami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakupy w lupkach trzeba umieć robić. Trzeba uieć szukać i przede wszystim wiedzieć czego. Dla mnie nie jest niczy fajnym stać przy wieszkach i przeglądac każdą rzecz pokolei. Nie uważam, że jest w tym coś złego, tylko może to nie dla mnie, bo jestem zbyt leniwa. ;) Poza tym ostatnio zauważyłam u siebie ogromy spadek ochoty na zakupy ciuchowe. Wyszłam z załozenia, ze mam wystarczająco ciuchów, a zbieractwo to coś czego się oduczam. To co mam to zupełnie wystarczy. Ale w ciucholandach można wyszukać czasem perełkę i to z metką. Tylko trzeba czasu i wiedzy, gdzie kiedy, o której i dlaczego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do lumpeksów chodzę często. W swoim mieście mam świetne dyskonty z używaną odzieżą. Już mam obczajone co i jak, kiedy promocje, kiedy wszystko za 1zł. Uwielbiam to! A jakie perełki można wyczaić. Jednak nie każdy szmateks lubię i nie każdy przypada mi do gustu. Moja najlepsza zdobycz z lumpa - kosmetyczka (torebeczka) z Burrberry - oryginał. Za 15zł. Pozdrawiam serdecznie :) Megly (megly.pl)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja do lumpeksów raczej nie chodzę, ale nie dlatego, że mam coś przeciwko tylko po prostu brakuje mi właśnie tych stalowych nerwów i cierpliwości. Nie potrafię robić tam zakupów. Nie odnajduję się w tym 'polowaniu'. Ale wiem, że w second handach można znaleźć wiele fajnych ubrań :).
    A co do nocy wyprzedaży... byłam raz.... i już się nie wybieram. Nawet nie wiem jak określić to co się tam działo.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chodzę, bo z natury przepłacam tylko na książki. Po co komu ciuchy? Moja mama przez długi czas pracowała w ciucholandzie, mam stamtąd większość ubrań :D. Pozdr,

    OdpowiedzUsuń
  6. Staram się chodzić do lumpeksów, ale zwyczajnie o tym zapominam :D
    Częściej kupuję przez internet na vinted czy szafa, ale wiem, że mam też łatwiej, bo jestem chuda, więc to nie problem. Chociaż powiem ci, że ostatnio coraz więcej jest rozmiarów większych, a właśnie na vinted ani razu jeszcze się nie zawiodłam. Parę razy mamie kupiłam coś większego i była zadowolona, a ile czasu oszczędzasz i niepotrzebnych nerwów? Idealne rozwiązanie i niziutka cena :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam za zakupy przez internet. Ciuchowe zakupy zwłaszcza. Nie potrafię tego zrobić, bo zawsze boję się, że nie trafię z rozmiarem, albo coś będzie źle leżało. Vinted i szafa? Zobaczę i może spróbuję - nowe wyzwanie zawsze się przyda.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspomniałaś o książkach i doszłam do wniosku, że i ja przepijam najwięcej na książki. To moje ulubione zakupy i sądzę, że nawet nie mając gdzie ich kłaść, moja biblioteczka będzie rosła w siłę. To trochę jak uzależnienie, bo jak sama mówisz na co komu nowy ciuch, jak można kupić 2 książeczki! O moim skillu handlowym nawet się nie wypowiem. Umilknę już, bo tylko się zbłaźnię :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Noc wyprzedaży mogę sobie jedynie wyobrazić. Nigdy w takowej nie uczestniczyłam, ale wiele o nich słyszałam, a Ty jeszcze to potwierdzasz. Aż mnie ciarki po plecach przeszły.

    Ja również za nimi nie przepadam, po prostu odrzuca mnie najczęściej ich zapach, choć czasem zdarza mi się znaleźć coś fajnego. W okresie letnim jest lepiej, bo to jakieś portki fajne można znaleźć lub topik... przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Podziwiam szczerze i skrycie. Dla mnie to szukanie perełek w lumpach to czarna magia, często granicząca z cudem. Jednak nie skreślam w jakikolwiek sposób tego sposobu, bo wiem jak też ludzie potrafią znaleźć swoje stylizacje w takich miejscach. Wow! Taka kosmetyczka to już coś!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dokładnie to samo czuję. Raz, że nie chce mi się stać przy wieszakach i przeglądać każdy ciuszek i dwa ten zapach w lumpeksach często odrzuca mnie już na samym wstępie. Jak Ci idzie oduczanie się od zbieractwa? Trudna sztuka?

    OdpowiedzUsuń
  12. Dokładnie. Cierpliwość mam wielką, ale akurat w tym obszarze wcale się u mnie nie sprawdza. Minimalistyczna garderoba? To jest myśl. Chyba zacznę robić porządki w swojej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lumpeks lumpeksowi nierówny - znam w Białym co najmniej trzy takie, gdzie prawie się nie uświadczy ciucha bez markowej/sieciówkowej metki a przymierzalnie, o których piszesz, są właśnie duże i wygodne. W ten sposób zaopatrzyłam się w kilka ubrań z Zary, Marks&Spencer czy H&M, gdzie normalnie na takie rzeczy szkoda mi po prostu pieniędzy, bo ceny w oryginalnych sklepach są jak dla mnie niepojęte i horrendalne. Chociaż fakt - zapach wszędzie jest niemiły i pierwsze co robię po przyniesieniu takich ubrań do domu to koniecznie wypranie ich!

    OdpowiedzUsuń
  14. W takim razie chyba miałam pecha i trafiam tylko do tych 'gorszych' lumpków. Podziwiam za wytrwałość i umiejętność wyszukiwania ubrań. Ja zwyczajnie nie mam cierpliwości, choć nie przeczę, zdarza mi się coś niecoś znaleźć od czasu do czasu. Hahaha ano bez wyprania ciuszka nie ma szansy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zapach chyba zależy od utrzymania. Któregoś razu szukając czegoś na przebranie byłam w takim, który przypominał butik :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię second handy, chociaż nie jestem maniaczką biegającą od dostawy do dostawy. Wchodzę, jak najdzie mnie ochota bez żadnej presji, że muszę coś dla siebie wygrzebać. Jednakże sporo naprawdę fajnych rzeczy znanzłam w takich sklepach.

    OdpowiedzUsuń
  17. Aż mnie zachęciłaś do powrotu do ciucholandów. Być może już niedługo nadarzy się okazja by znów w nich pobuszować :D

    OdpowiedzUsuń